4 mar 2016

Męki politologa czyli poplątanie z pomieszaniem


Nie chciałem się wyzłośliwiać i zwykle wracam z czasem do równowagi, gdy czytam teksty (wywiady), http://goo.gl/D1o3la które wskazują, iż rozmówca nie bardzo rozumie o czym mówi. Ale tym razem nie dałem rady. Poeta Andrzej Zagajewski, którego poezja dla jego nie-miłośników nazywana jest „zagajewszczyzną” i który jest polskim zamurowanym kandydatem do Nobla, przekonał mnie, że nie tylko w poezji ma już chyba niewiele do powiedzenia. 


Wiersz „Kilka rad dla nowego rządu” razi nieporadnością, dosłownością i zwykłym brakiem polotu. Na ten temat jednak polecam bardzo dobry felieton Sławomira Płatka - 
http://goo.gl/frI3Wt. Polonistą ani żadnym innym filologiem nie jestem, abym mógł i chciał śmielej wypowiadać się na ten temat. Mam jednak to szczęście (albo nieszczęście) bycia politologiem i nie mogłem przejść spokojnie wobec pewnych wypowiedzi poety w wywiadzie dla „Tagesspiel”. Abstrahuję tutaj od sympatii i antypatii politycznych, osobistych przekonań itp. ale skupiam się na pewnych pryncypialnych stwierdzeniach, które wskazują za zbyt dalekie uogólnienia.

Zagajewski twierdzi, że PIS doszedł do władzy, bo „zdecydowały wyraźne podziały w polskim społeczeństwie: na część liberalną, która cieszy się z postępu, oraz na tę, która broni przeszłości. - Niestety, dotyczy to też wielu młodych Polaków”.

Wyraźne podziały istnieją w polskim społeczeństwie od lat a nawet wieków, a gdyby nie istniejące podziały to za każdym razem wygrywałaby partia umiarkowana, centrowa skupiająca się głównie na kwestiach administracji krajem. Podziały, mniejsze i większe istnieją w wielu krajach demokratycznych w Europie. Ba, proszę spojrzeć na USA. Tam walka o Kongres i prezydenturę bywa często walką do końca a o wyborze prezydenta decyduje różnica kilku procent. Podziały to naturalny element demokracji a nie jej patologia. Inna sprawa, jak te podziały i konflikty są łagodzone i w jaki sposób negocjuje się wspólne decyzje.

Jednakże stwierdzenie o części liberalnej – która „cieszy się z postępu” i tej, która „broni przeszłości” (czyli konserwatywnej) jest już zupełnie kuriozalnym i daleko idącym uproszczeniem, nadużyciem. W ten sposób na liberalizm i konserwatyzm patrzono w XIX wieku, gdy obie formacje myślowe się kształtowały. Radość z postępu nie wyklucza dbania i myślenia o historii. Każdy kraj europejski (te bogate i te biedne) starają się, aby swoją historię przedstawiać w jak najlepszy i atrakcyjny sposób. Nie wynika to tylko z dbania o dobre samopoczucie społeczeństwa, ale przede wszystkim tworzenia dobrego wizerunku na świecie.



Zagajewski w jednym zdaniu pomieszał sferę ekonomiczną i polityczno-społeczną. Trudno „cieszyć się z postępu” sporej warstwie społeczeństwa, której od 1989 roku nakazuje się zaciskać pasa dla dobra przemian i dokształcać ustawicznie, aby być bardziej atrakcyjnym dla pracodawcy. Trudno się cieszyć do końca z budowanych (acz ciągle nieukończonych) autostrad, gdy się pracuje na umowie śmieciowej a we własnym mieście, miasteczku czy gminie zmieniają się tylko lokalne kliki. Trudno się cieszyć, gdy rozwój kraju nie idzie za rozwojem społeczeństwa i bardziej zrównoważonym wzrostem jego zamożności a każda nowa ekipa mniej lub bardziej traktuje państwo jako łup polityczny.




Istnieje bowiem szerszy problem tworzenia społeczeństwa demokratycznego i obywatelskiego a walka „postępowców” i „reakcjonistów” to już nie ta epoka. W Polsce wciąż zbyt nieliczna i słaba jest klasa średnia a przedsiębiorca walczy z biurokracją państwową. Każdy zorientowany w ekonomii przyzna, że Polska znajduje się z tzw „pułapce średniego rozwoju”. Za dużo ekonomii? Niestety, to właśnie ona decyduje o powodzeniu lub niepowodzeniu państwa. Nie spory polityczne – dla kogo stołek, czy dana postać historyczna to bohater czy nie, albo czy orzeł powinien mieć koronę. Tak, taki spór istniał u zarania III RP, gdyż część przedstawicieli narodu nie rozumiała, że korona stała się symbolem niepodległości a nie znakiem monarchistów. 

Dlaczego zatem część młodych „nie cieszy się z postępu” a „bronią przeszłości”? Powodów jest kilka: brak perspektyw w „postępowym” kraju i emigracja zagraniczna, gdzie za pracę otrzymuje się odpowiednie pieniądze a przede wszystkim – perspektywy na przyszłość. Dlaczego Polacy są tacy wydajni w Anglii, a w Polsce mniej? Kolejnym powodem jest brak autorytetów, bo takowych albo jest za mało, albo nie są promowane, albo są wzajemnie wyniszczane (taka nasza uroda). 


Mam w ogóle zastrzeżenia do użytych przez rozmówcę słów – kluczy (raczej wytrychów) – „postęp” i „historia”. Być może nieświadomie albo niechcący, używa znaczeń bardzo ulubionych w „słusznie minionym systemie”. Dla marksistów oba te słowa miały kontekst materialistyczny a zatem bardzo namacalny i opisywalny, będące także podłożem do manipulacji. Być może jest to wina życia w rzeczywistości nasiąkniętej nowomową i propagandą na każdym kroku. Poeta jednak powinien zdawać sobie sprawę ze słabości języka, z jego wagi i znaczeń. Niestety, w aspekcie tego wywiadu słowa takie brzmią bardzo staroświecko.



Zagajewski zwraca też uwagę, że władza „umie grać na emocjach tej drugiej części społeczeństwa i wykorzystywać jej lęki”. Rozumiem zatem, że ci co żyją tylko „historią” i plują na „postęp” mają lęki a druga „postępowa” strona ich nie ma. Zmartwię troskliwego poetę, ale obie strony, które z taką gracją formuje, mają swoje lęki. Druga strona boi się utraty tego co posiada, utraty wpływów i zapewniam, że także wśród „postępowców” (jakże ogólnikowo zarysowanych) znajdują się ludzie o wyrazistych poglądach i postawach, jakie zarzuca tylko drugiej stronie. Lęki nie mają wyłącznie podłoża historycznego i nie ograniczają się do strachu przed nowoczesnością a konserwatyzm nie polega na kurczowym trzymaniu się wszystkiego co "stare" i odrzucanie "nowego". Istnieje też strach społeczno-ekonomiczny przed utratą pracy, zubożeniem i wyrzuceniem na margines.


Tępe cięcie siekierą na dwoje skomplikowanego organizmu jakim jest społeczeństwo niczemu kompletnie nie służy. Służy za to tylko eskalacji konfliktów i „hejtu”, jaki już widzę pod artykułem. 


Na koniec jeszcze wspomina, „że po objęciu władzy przez PiS w Polsce odrodził się humor polityczny” i przytacza czerstwy dowcip dla oldbojów. Naprawdę, dopiero teraz odrodził się humor polityczny? Pamiętam, ze gdy PIS pierwszy raz obejmował rządy, w Internecie nastąpił wysyp lepszych i gorszych filmików, memów i dowcipów. Później ta tendencja wyśmiewania objęła PO w czasach jej rządów. Jakby nie patrzeć, to już 10 lat „śmieszkowania” na różnym poziomie, także smaku i abstrakcji. Gdzie zatem był poeta? Mieszkał w jaskini czy dopiero właśnie odkrył to coraz bardziej wpływowe medium? Istniały także lepsze i gorsze kabarety bazujące na żartach politycznych, Nie zauważyłem, aby ostatnio pojawił się jakiś nowy, dobry kabaret literacki a zarazem i polityczny.

Ja rozumiem, że to człowiek starszy, chyba niedzisiejszy, który chce występować z pozycji mędrca i sumienia narodu. Niestety, nie wychodzi. Tak samo jak ten wiersz polityczny, któremu daleko do najlepszych w tej dziedzinie. Nie chcę także, aby poeci czy prozaicy występowali w rolach celebrytów od wszystkiego. Niech tylko dobrze piszą a pamięć po nich zostanie, a jak chcą się udzielać w innych dziedzinach wiedzy i umiejętności, to niech się do tego przygotują.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za odwiedziny i komentarze