4 sty 2016

Ranking filmów Marka Koterskiego

Cezary Pazura i Marek Kondrat


Marek Koterski kręci filmy autorskie na pograniczu komedii i dramatu. Można by nawet powiedzieć o tych dziełach „dramatyczne komedie”, gdyby nie fakt, że są to prawdziwe dramaty żartem tylko podszyte.

Można odnieść wrażenie, że prawdziwym bohaterem Koterskiego jest on sam (w postaci alter ego – Adasia/Michała Miauczyńskiego), który jest nieustannie, że użyje znanego terminu, „upupiany” przez matkę, kobiety, rzeczywistość itp. Albo też „upupia” się sam swoimi natręctwami. Polem zainteresowania autora jest miłość (idealna), relacje z bliskimi (nieidealne), nałogi (np. alkoholizm), natręctwa, wyalienowanie, niespełnione ambicje, zahamowania, rozczarowanie życiem. Słowem – człowiek daleki od okładek kolorowych magazynów. Jego postacie mówią często szykiem przestawnym, czasem seplenią (panie rezyseze), są natarczywe wobec bohatera i używają nachalnego języka. Świat wykreowany (a może tylko autorsko odtwarzany) przez Koterskiego często jest mi bliski, bo także mam wrażenie niedopasowania i odstawania.


Lubię jego filmy, obejrzałem wszystkie (co nie jest wielkim wyczynem, bo jest ich raptem 8). Pomijam etiudy i krótkometrażówki a np. „Pieśń wojenna” to po prostu bawiący się żołnierzykami mały Misiek Koterski .

8 miejsce - Życie wewnętrzne – 1986



„Życie wewnętrzne” jest drugim filmem reżysera i nie jest to film słaby. Niemniej, jest to film bardzo specyficzny, dość trudny w oglądaniu, w którym wszelkie strachy, obsesje i natręctwa bohatera (reżysera?) nie są jeszcze poukładane w formie przystępnej do odbioru. Można nawet powiedzieć, że jest to bardzo wczesna i bardziej mroczna wersja „Dnia świra” a Michał (jeszcze) Miauczyński w wykonaniu Wojciecha Wysockiego nie jest postacią, którą się lubi albo której jest żal. Jest to typ nieprzyjemny, agresywny, nienawidzi ludzi a szczególnie żony. Niespełniony życiowo ani erotycznie (snuje marzenia senne o innych kobietach), gdyż własna go nie pociąga (scena, gdy ona stoi w samych szpilkach mówi wiele). Wcześniej poznałem Miauczyńskiego bardziej przystępnego, z późniejszych filmów, z którym mogłem się jakoś utożsamiać. Z tym facetem jakoś mi (jeszcze) nie po drodze.

7 miejsce - Dom wariatów - 1984



Debiut reżysera, który wskazywał jednoznacznie, że będzie to artysta nietuzinkowy. Trzydziestoletni Adaś w wykonaniu Marka Kondrata to postać na początku swojego znerwicowania. Bohater jeszcze młody, który przyjeżdża do domu rodziców i wpada w powolny nurt codziennych czynności, rytuałów, zachowań, które z biegiem minut stają się wprost nie do zniesienia. Ludzie sobie bliscy nie potrafią ze sobą rozmawiać, słuchać się nawzajem. Rytuał powiązany z natręctwem zastąpił żywy kontakt.

„Dom wariatów” jest wypełniony wariatami, dorosłymi, którzy zachowują się często jak dzieci. Kłócą się o drobnostki, jakby sama kłótnia była celem ich życia a pokonanie przeciwnika, ważnym zwycięstwem. Starość to tylko czy prawdziwa natura? W filmie nie ma komediowych tekstów a „akcja” ciągnie się okrutnie. Nie czuję jeszcze tego Miauczka, ale rozumiem skąd pochodzi. Dwa pierwsze filmu uznaje zatem jako wprowadzenie, rozpęd do historii, które bardziej do mnie przemawiają.

6 miejsce – Ajlawju – 1999



Drugi i ostatni Miauczyński w wykonaniu Cezarego Pazury. To ten słabszy, bo film wygląda jak odejście od „jedynej właściwej linii”. „Ajlawju” to obraz średnioprocentowy, trochę tak jakby reżyser chciał zrobić film, który zrozumie i przyjmie większa część publiczności. Uznaję go w zasadzie za film pomiędzy „Dniem świra” a „Nic śmiesznego”. Adaś w końcu nie tylko poznaje Małgorzatę (tym razem Katarzyna Figura) i zakochują się w sobie, tworząc coś w rodzaju związku. Łączy ich seks, dzielą jego obsesje i jej swobodny stosunek do „bycia razem”. Nie jest tak śmiesznie, jak w lepszych filmach, ale dobre, szczere teksty także się pojawiają. Takie, pod którymi mogę się podpisać.

„Ajlawju” nazywam „Krótkim filmem o miłości w wersji Koterskiego”. Miłość zniekształcona, trochę wyśmiana, nieco niepoważna. Ta idealna, wyśniona miłość w zetknięciu z rzeczywistością nie wydaje się już taka gładka. On musi mieć spełnione przez nią warunki, aby czuć się komfortowo. Jest także piekielnie zazdrosny i nie znosi, gdy ktoś inny dotyka jego miłość (własność?). Tym samym Koterski dekomponuje swój własny mit, który pojawia się w „Dniu świra” i „Nic śmiesznego”. Małgorzata lubi zakląć (jest wręcz wulgarna), zachowuje się często jak nastolatka i bywa bardzo bezpośrednia. No i słownictwo tych chłopców grających w piłkę, na które nauczyciel nie zwraca uwagi. Sama prawda. Film kończy się także dość optymistycznie (żartobliwie), co jest jednak nietypowym rozwiązaniem w filmach reżysera.

5 miejsce – Baby są jakieś inne - 2011



Jak dotąd ostatni film Koterskiego. Scenariusz i wykonanie może bardziej pasujące do teatru, ale wrażenie ciągłego ruchu niewiadomo dokąd i po co, stanowi jakąś metaforę. W roli Miauczyńskiego debiutuje Adam Woronowicz, który jedzie z bliżej niezidentyfikowanym kolegą Puciem a po drodze napotyka „Jakieś inne baby”, w które wciela się druga żona reżysera, Małgorzata (nomen omen) Bogdańska.

Film chyba równie gadany jak „Dom wariatów” i niemal równie klaustrofobiczny, ale zdecydowanie lżejszy w odbiorze. Przejaw frustracji tego, jak ciężko się facetom dogadać z „babmi”, które co innego mówią, co innego robią i co innego chcą. Zresztą, racjonalne zachowanie „jakiejś baby” prowadzi do groteskowego zakończenia. Mam mieszane uczucia do tego filmu, bo jednak pojawiają się tam dialogi szczerze i całkiem niezłe, prawdziwe. Choćby wymiana zdań na temat… czynności fizjologicznych kobiet. Oczywiście, pewne konkluzje obu panów są stereotypowe, ale inne już niekoniecznie. Sam kiedyś popełniłem pewien tekst, w którym się dziwiłem, że fajne dziewczyny wiążą się z jakimiś „schabami”. Widać, mamy podobne spostrzeżenia. Z drugiej strony, widać i czuć już pewne wypalenie – tematyką, sposobem przedstawiania. Reżyser jakby zataczał koło i wraca do pielęgnacji natręctw.

4 miejsce – Porno – 1989



Najbardziej roznegliżowany film reżysera. Główną rolę zagrał po raz pierwszy i ostatni Zbigniew Rola. Michał to Miauczyński od czasów dojrzewania do stabilizacji życiowej. Przeżywa erotyczne przygody w kolejnymi partnerkami  - od Asi, co jeszcze nie chciała, poprzez miłośniczkę Heideggera, zakochaną Martę, Superblondynę po niezbyt urodziwą Ja-ninę. Bohaterowi czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej, jedne kobiety wykorzystuje a inne robią go na szaro. Jak to w życiu.

Chyba każdy może się lepiej lub gorzej przejrzeć w tej postaci. Nie brak tutaj „momentów”, na które gnały wyposzczone tabuny facetów z końcówki lat 80., ale sporo jest też gorzkiej prawdy i humoru. W roli starszego brata, który tłumaczy młodszemu, jak to się robi, wystąpił Bogusław Linda. Brat pojawia się także w „Nic śmiesznego” oraz „Domu wariatów”, co nadaje ciągłości opowieści reżysera. W filmach Koterskiego z lat 80. tutaj najbardziej czuć ich klimat – szarość, zgrzebność ale i klimat epoki. O ile „Ajlawju” opowiada o miłości, „Porno” zdaje się pokazywać, że seks jest banalny a czasem śmieszny. Facet strasznie chce i musi się nakombinować a potem tylko obustronne rozczarowanie. Na końcu okazuje się, że pierwsza miłość była najlepsza i najwłaściwsza. I warto się było tak spieszyć? A potem pozostaje żałować.

3 miejsce – Wszyscy jesteśmy Chrystusami – 2006



Po „Dniu świra” to miał być kolejny film do śmiania, wypełniony żartami i świetnymi obserwacjami. Tymczasem pojawił się smutny, dramatyczny film o nałogu alkoholowym, który niszczy człowieka i rodzinę. Śmiechu trochę jest, ale zasadniczo większość jest na poważnie. Adasiów jest dwóch – młodszym jest Andrzej Chyra, a starszym Marek Kondrat. Młodszy rozwala sobie życie a starszy robi rachunek sumienia. O wszystkim opowiada syn Sylwuś, który podobnie jak ojciec, musi nieść ten krzyż po piasku. Tytuł filmu wskazuje, że wszyscy mamy jakieś nałogi albo, że każdy lubi się napić. Jak to u nas. Koterski żartuje sobie tutaj trochę z Papieża, pokazuje że picie jest fajne tylko w momencie spożywania a potem już człowiek wygląda źle i żałośnie.

Upadek surowiej i dosadniej pokazał później Smarzowski w filmie „Pod mocnym aniołem”. Przyznam, że tylko raz go widziałem i jakoś nie czuję potrzeby powrotu. Anioł straż zwijający Adasia z torów przed przejazdem tramwaju jest jak sumienie, które nie boi się używać ostrych słów. Z drugiej strony jest ten Anioł Zła (słaba wola), który mówi, że już można, że owszem. Z drugiej strony, kto późnym wieczorem zebrałby jakiegoś pijaka z szyn? Film doceniam, szanuje ale nie mogę powiedzieć, aby należał do moich wielkich filmowych ulubieńców i faworytów. W rankingu filmów Koterskiego ma jednak miejsce trzecie.

2 miejsce – Nic śmiesznego – 1995



W 1995 roku miałem osiemnaście lat i gdybym wtedy obejrzał i zrozumiał w całości ten film, byłbym może innym człowiekiem. „Nic śmiesznego” jest zarazem filmem śmiesznym, dramatycznym i tragicznym. Adasiem po raz pierwszy jest Cezary Pazura, w którego interpretacji postać nabrała kolorów i rumieńców. Adamowi ciągle się nie udaje, zawsze jest drugi (szczególnie – drugi reżyser, który nic nie może) a na dodatek jego matka chciała mieć dziewczynkę i przebierała go w dziewczęce fatałaszki. Adama wywalają po kolei z kolejnych filmów, a gdy chce w końcu zrealizować coś swojego to w deszczu i pod atakiem ”wilka jakiegoś”, nie dogaduje się z kolegą siedzącym w wygodnym fotelu z fajeczką w dłoni. Smutno-śmieszna jest także realizacja sceny z pierwszego (ostatniego) samodzielnego filmu Miauczyńskiego - „Zaczerpnąć dłonią”. Czyżby tak wyglądała praca nad filmem w latach 80.?

„Nic śmiesznego” dzieje się w jego życiu zawodowym, rodzinnym ale i erotycznym. Po tym względem to jakby trochę przerobione „Porno”. Bohater poznaje wiele kobiet, ale za każdym razem albo spala się blokach, albo nie daje rady, czuje chroniczny brak pewności, a na koniec okazuje się, że kolega z pracy miał ją już wcześniej. Frustrujące i bolesne. Tak samo frustrująca jest przejażdżka w blokowej windzie – piesek i pan, który pyta „Na górę jedzie?”. Pojawia się także idealna Małgorzata – przedmiot miłości i pożądania. Ale także na tym gruncie wszystko rozpada się jak domek w kart. Dzieci go nie szanują, żona chce odejść a tragifarsa kończy się dlań żałośnie. Oglądałem ten film kilkakrotnie i pewnie jeszcze zobaczę.

1 miejsce – Dzień świra – 2002



Opus magnum – dzieło życia, szczyt możliwości, pełna satysfakcja. Film, który tak naprawdę jest bardzo smutnym dramatem i moralitetem potrafi rozśmieszyć do łez nawet ludzi, którzy niekoniecznie ten dramatyzm czują. Do roli Adasia powraca Marek Kondrat i stanowi naturalną kontynuację Adasia w wykonaniu Pazury. Film przedstawia rzeczywistość polonisty, który „zmarnował sobie życie”, nikt go nie szanuje (uczniowie, robotnicy za oknem), matka traktuje jak dziecko a on sam pielęgnuje swoje obsesje, natręctwa i przesądy. Młodość zmarnował w bibliotekach, choć wydawało mu się, że trafił do „szkoły poetów”, z byłą zoną się nienawidzą i tylko z niezbyt lotnym synem znajduje wspólny język. Zresztą, nie ma sensu opowiadać filmu, który większość doskonale zapewne zna. Sceny w pociągu – piesek, gdakające kury, dekonstrukcja faceta, ojszczana klapa a potem „wypoczynek” nad morzem i „skąd wracają Litwini”. No i oczywiście „major Bień” w jakże odmiennej roli tupecikowego miłośnika Chopina na pełen regulator.


To film, który przeraża, smuci i zastanawia. Jest jak samo spełniająca się przepowiednia o intelektualiście „kałamarzu”, który nic nie może a „każda władza ma go za mniej niż zero”. To także surowa krytyka świata reklam, która stała się niesmaczna i robi ludziom „wodę z mózgu”. Koterski dochodzi w tym filmie na szczyt i nie popełnia żadnego fałszywego ruchu. „Modlitwa Polaka” jest szczera do bólu i do dzisiaj aktualna. No i ta Małgorzata, czule głaszcząca bohatera a tak naprawdę będąca tylko jego wyobrażeniem. Pozostała marzeniem. „Dzień świra” to jedna z moich nielicznych „10” na Filmwebie. Po prostu, inaczej się nie dało.


14 komentarzy:

  1. Nie widziałem "Życia wewnętrznego". "Dom Wariatów" słabo pamiętam. Resztę oceniam na podobnym wysokim poziomie. Każdy w sumie lubię za coś innego i w każdym znajduje dużo ze swojego życia... :) A "Baby są jakieś inne" to już w ogóle kopalnia moich domowych sytuacji ^^ :P Oglądałem z żoną i gdy był gadka o prysznicu (że zawsze leci z góry i leci mu na koszulę) to normalnie jak co kilka dni u mnie :) Już nie mówiąc, że też nie jestem pewny przy ruszaniu, gdy widzę kierowcę kobietę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Baby.." obejrzałem niedawno, właśnie dla przygotowania tego rankingu. Słyszałem głównie opinie, że Koterski się wypalił i ten film jest tego dowodem. Tymczasem, nie było tak źle a czasami nawet dobrze. Dwa pierwsze filmy są dość trudne do przejścia dla kogoś, kto zna i lubi późniejszego Koterskiego :)

      Usuń
  2. Baby są jakieś inne - wyszłam w połowie filmu, ale 'nic śmiesznego' oglądałam kilka razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nic śmiesznego" jest wręcz porażające. A "Baby..." - na filmwebie wśród znajomych jest dość spory rozstrzał ocen od 1 do 8. To chyba najbardziej jego kontrowersyjny film, obok tych dwóch pierwszych :)

      Usuń
  3. Nadal nie widziałam "Bab" – jakoś nie mogę się przekonać do tego, żeby poświęcić czas na ten film. "Nic śmiesznego" też mi się podobało i podobnie oceniłabym go wyżej niż "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z obserwacji wiem, że Paniom "Baby..." raczej nie przypadają do gustu. Nie wiem, może trzeba do tego większego dystansu a może za dużo w tym stereotypów.
      "Nic śmiesznego" i "Dzień świra" tak naprawdę dystansują całą resztę ;)

      Usuń
  4. A ja Baby... stawiam na pierwszym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, to chyba dobrze świadczy o reżyserze, że jego filmy są tak różnie postrzegane i oceniane ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie wstyd się przyznać, ale widziałam tylko "Wszyscy jesteśmy.." no i oczywiście "Dzień świra". Jestem w tyle jeśli chodzi o polskie kino niestety. Trzeba przyznać, że to nawet bardzo dobrze świadczy o reżyserze, że trafia w różne gusta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dwa najbardziej znane, ale "Nic śmiesznego" to jak dopełnienie trylogii niezbędnych filmów Koterskiego :)

      Usuń
  7. Żadnego filmu jeszcze nie obejrzałam, ale wszystko przede mną. Pozdrawiam i dziękuję za recenzje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zaczynać to od najlepszych filmów ;)

      Usuń
  8. Wstyd się przyznać, ale znam tylko numer 1 :( Reszta do nadrobienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nic śmiesznego" to jakby prequel "Dnia świra" więc będzie dopełnienie historii :)

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny i komentarze