4 lis 2015

Aktor nie mówi swoim głosem – jak to w polskich filmach bywało



W
starych polskich filmach (a nawet jeszcze w latach 90.) był taki zwyczaj, czy może raczej okoliczność, że podmieniano oryginalne głosy bohaterów na głosy innych aktorów. Można to nazwać nieco specyficzną formą dubbingu, tym bardziej, że u nas królowali lektorzy a filmy były raczej rzadko dubbingowane.

Powody tego mogły być różne, ale najczęściej chyba głos danego aktora lub aktorki, wybranych do roli w najlepszej wierze, nie pasował do postaci. Dlatego dopuszczano się małej manipulacji, wszak „kino to sztuka iluzji”.

Wiele takich „korekt” mogło (i pewnie umknęło) uszom widzów, ale są takie klasyczne, kultowe obrazy, w których każdy zainteresowany filmem zauważy „ingerencję” w głos.

Takim kultowym filmem, w którym doszło do podmiany głosów głównych bohaterów są „Sami swoi” Sylwestra Chęcińskiego.



Ja sam tego wcześniej nie zauważyłem, dopóki tego nie przeczytałem, ale Władysław Hańcza (Kargul) przemawia tam głosem Bolesława Płotnickiego (m.in. obywatela Kierki z „Alternatywy 4” czy dowódcy oddziału w „Gdzie jest generał?”). Takich problemów z kresowym dialektem nie miał Wacław Kowalski (Pawlak), który sam będąc kiedyś nauczycielem wyszukiwał na potrzeby filmu w słownikach zapomniane już nieco słowa. Pomagali mu w tym okoliczni mieszkańcy, przesiedleńcy z dawnych kresów na Dolny Śląsk. Władysław Hańcza (właściwie Tosik) pochodził jednak z Łodzi i twórcy filmu wykorzystali fakt, iż w czasie nagrywania postsynchronów trafił na pewien czas do szpitala i zatrudnili Płotnickiego.Wybitny aktor nie dał się jednak strącić z pantałyku i na okoliczność kręcenia sequeli nauczył się właściwej wymowy.

Także Jadźka, córka Kargula (Ilona Kuśmierska) nie mówi w filmie własnym głosem. W tym przypadku zadecydował fakt, że jako studentka nie mogła realizować filmów w czasie roku akademickiego. „Sami swoi” powstawali w okresie wakacyjnym, ale postsynchrony nagrywano już jesienią. Dlatego "zagrał" głos aktorki starszej i zapewne (sądząc po głosie) dojrzalszej (Elżbieta Kępińska).

Różnica jest jednak bardzo słyszalna – Jadźka w „Samych swoich” ma głos niski a już w „Nie ma mocnych” wysoki. Aktorka zresztą realizowała się później głównie w dubbingu. Ja pamiętam jej głos królewny ze słuchowiska „Wyprawa na Szklaną górę”.

Co jeszcze ciekawe, podobno nawet babcia Leonia przemawiała nie swoim głosem...

Najbardziej jednak znanym przypadkiem jest „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. Mamy trzy osoby dramatu a tylko jedna mówi własnym głosem. Jolanta Umecka nie była profesjonalną aktorką i były z nią spore kłopoty na planie a jej głos być ponoć „nieciekawy”. Z tego względu głosowo, z dobrym skutkiem, zastąpiła ją Anna Ciepielewska.


W przypadku roli chłopaka – wagabundy, rolę tę bardzo chciał sobie powierzyć sam Polański, ale współautor scenariusza Jerzy Skolimowski, w prostych i dosadnych słowach miał mu wyjaśnić, że jego warunki fizyczne nie predestynują go do tej kreacji. Z drugiej strony głos młodego Zygmunta Malanowicza już wtedy był nazbyt poważny a głos Polańskiego wciąż brzmiał chłopięco.

Szczególne zaskoczenie (a czasem nawet wesołość) wzbudzają jednak sytuacje, gdy aktorzy znani i popularni, o rozpoznawalnych głosach jakoś dziwnie przemawiają z ekranu.

W „Wakacjach z duchami” Roman Wilhelmi mówi głosem zupełnie do własnego niepodobnym (brzmi bardziej złowieszczo i nisko), choć jeszcze rok wcześniej w „Do przerwy 0-1” mówił "po swojemu" (choć grał tam postać negatywną). Głosowo odpowiedzialnym za zmianę był Bogusław Sochnacki (czyli Wolf ze "Stawki większej niż życie", pan Pappas albo ... Rumcajs).


Pozostając jeszcze przy serialach dla młodzieży Agata Siecińska w „Stawiam na Tolka Banana” została podmieniona na córkę reżysera czyli aktorkę Joannę Jędrykę a nieżyjący już Jacek Zajdler przemawia głosem Andrzeja Seweryna.


Także Zbigniewowi Buczkowskiemu zdarzyło się mówić „jakoś dziwnie”. W „Hubalu” Bohdana Poręby pojawił się w drobnej roli złodzieja i bandyty, który wykorzystuje zamieszanie wywołane wojną i napada na mieszkańców wsi. Gdy zostaje skazany na śmierć protestuje głosem chłopięcym, wręcz piskliwym, jakże dalekim od sprytnego warszawiaka Henia Lermaszewskiego.

Przykłady można mnożyć: w kryminale "Morderca zostawia ślad" Zbigniew Cybulski mówi głosem Tadeusza Łomnickiego a Jacka i Placka w "O takich dwóch, co ukradli księżyc", czyli młodych braci Kaczyńskich dubbingują aktorki.


Podobnie jak w przypadku Teresy Tuszyńskiej, która w "Do widzenia, do jutra" zagrała Francuzkę będąc nastolatką, bariera językowa miała największy wpływ na to, że w „Kingsajzie” Liza Machulska mówi głosem Anny Romantowskiej a Lidia Fiedosiejewa-Szukszyna w kontrowersyjnej „Balladzie o Januszku” przemawia za pośrednictwem pochodzącej z Sosnowca Krystyny Królównej.

Czasem o podmianie głosu zadecydowała śmierć aktora i np. we wspomnianej "Balladzie" Wirgiliusza Grynia, pochodzącego z mojego miasta charakterystycznego aktora, dubbinguje Zdzisław Kozień (niezapomniany Zubek i król Zygmunt I Stary). Z kolei w "Czterech pancernych i psie" śmierć Tadeusza Kalinowskiego odtwarzającego rolę pułkownika spowodowała, że jego głos przeobraził się w znajomy tembr Józefa Nowaka ("Wiosna, panie sierżancie" odtwarzającego też postać ojca braci Talarów z serialu "Dom").

W filmie „1968. Szczęśliwego Nowego Roku” Jacka Bromskiego, który to film był rozwinięciem jednego z wątków serialu „Kuchnia polska”, pojawia się w małej roli nieznany jeszcze szerzej Paweł Wilczak.

Gra studenta Marka Włodarczaka protestującego wraz z innymi przeciwko decyzjom władzy ludowej. Gdy ostatecznie staje przed komisją wojskową, która skieruje go na służbę… do łodzi podwodnej, przemawia charakterystycznym głosem… Cezarego Pazury. Z  kolei sam Pazura zagrał w filmie milicjanta.
Któż mógł wtedy przypuszczać, ze Paweł Wilczak stanie się gwiazdą?

Rozpoznawalność dała mu rola Jurija w „Ekstradycji” w której pojawił się 3 lata później. Niektórzy nawet myśleli, że to prawdziwy Rosjanin. 

Co ciekawe, w pierwszej części tego serialu pojawił się w zupełnie innej roli. To także popularny „chwyt” w starszych serialach, np. Maria Probosz czy Wiesław Drzewicz zagrali w „07 zgłoś się” po kilka razy, w różnych odcinkach, różne postacie.

Ale to już zupełnie inny temat.

P.S

Jeżeli ktoś jest ciekaw innych "podmianek" można w sieci znaleźć informacje na ten temat a także filmy i seriale o których mowa, aby na własne uszy przekonać się o "twórczej", a czasem koniecznej interwencji w dzieło filmowe.

2 komentarze:

  1. O.o O ja... Kargul? Naprawdę? Aż przy najbliższej okazji spróbuję to wypatrzyć/usłyszeć.
    Poziom zaskoczenia - 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oraz kolega (fani trylogii) także byliśmy zaskoczeni, ale po wsłuchaniu się oba głosy faktycznie się różnią :)

      Usuń

Dziękuje za odwiedziny i komentarze