Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

19 kwi 2016

Bitwa o tajemnice


Służby wywiadowcze Polski i Niemiec 1918 -1939


Książka Władysława Kozaczuka nie jest niestety beletrystyką, ani nie czyta się jej łatwo (szczególnie na początku). Książka jest w zasadzie pozycją naukowo – popularnonaukową a autor nie jest pisarzem, ale badaczem. Wznawiana i uzupełniania była pierwszym opracowaniem dotyczącym walki służb specjalnych Polski i Niemiec w okresie międzywojennym. Autor bardzo dokładnie odtwarza schematy (i ewolucje) organizacyjne obu służb, naświetla sytuację międzynarodową, wspomina o konfliktach kadrowych w „polskiej dwójce” oraz, co szczególnie ciekawe dla popularnego czytelnika, przedstawia najbardziej spektakularne (najlepsze?) akcje polskiego wywiadu.


15 mar 2016

Historie niedocenione

Ludwik Stomma jak zawsze nie zawodzi. Potrafi pisać o historii, obyczajach i mniej znanych faktach historycznych w sposób przystępny dla każdego czytelnika. Tym razem zajął się historiami, ze swojego punktu widzenia, niedocenionymi. Z humorem ale i precyzją dokonuje demitologizacji i dekonstrukcji zdarzeń, procesów i postaci historycznych. Książka podzielona jest na kilkanaście esejów w których dokonuje autorskiej wykładni zdarzeń historycznych i objaśnia związane z tym, daleko idące konsekwencje.


W tekście „Zama 202 pne” demitologizuje postać Hanniballa, który w bitwie pod Kannami wykazał się wybitnym zmysłem taktycznym, doprowadzając Rzymian do klęski, tyle w dużo trudniejszej dla Kartaginy bitwie pod Zamą, nie pokazał nic szczególnego. Przybliża również tragiczne losy pokonanego miasta, które stało się zakładnikiem zwycięzców i wskutek ambicji Katona, doprowadzone zostało do zagłady. Tym samym, jak wyjaśnia Stomma, nasza kultura i my sami pozbawieni zostaliśmy wpływów kartagińskich. Pozostaje gdybać, jacy bylibyśmy dziś.

29 lut 2016

Boginie zła


czyli kobiety okrutne, żądne władzy i występne


Tytuł książki Przemysława Słowińskiego może wskazywać, że czytelnik będzie miał do czynienia z kobietami – demonami, wynaturzonymi i złymi do imentu. Tymczasem autor dokonał własnego „przeglądu” postaci historycznych (w tym też kilka jeszcze żyjących pań) i nie jest aż tak strasznie. 

Wśród „wybranek” pojawiają się bowiem: Kleopatra VII, Lukrecja Borgia, Maryna Mniszchówna, Katarzyna II Wielka, Belle Starr, Calamity Jane, Dagny Juel – Przybyszewska, Ma Barker, Mata Hari, Magda Goebbels, Julia Brystygierowa, Wanda Wasilewska, Mathilde Carre, Bonnie Parker, Hertha Oberhauser, Virginia Hill, Helena Wolińska - Brus, Eva Peron, Helena Mathea - Służewska, Irma Grese, Zofia Darowska, Ulrike Meinhof, Christine Keeler, Patricia Hearts.

Każdy, kto interesuje się historią zauważy, że jest to „zestaw” osobowości bardzo zróżnicowany. Nie tylko pod względem epoki w których żyły, ale też ze względu na zakres i natężenie „zła”, które sobą miały reprezentować. Przy czym, przymiotnik „zła” ma tutaj znaczenie bardzo subiektywne, względne i niejednoznaczne.

17 lut 2016

Wiek XX (Novecento)


Jak chłop z panem


„Wiek XX” jest filmem monstrualnym (trwa prawie 5 i pół godziny) i niezwykłym. Dawno nie widziałem tak dobrze i pięknie przedstawionej historii. A historia (ta polityczna i społeczna) dzieje się tutaj równolegle z historią dwóch bohaterów urodzonych tego samego dnia 1901 roku. Alfredo Berlinghieri (Robert de Niro) to syn ziemianina a Olmo Dalco (Gerard Depardieu) jest potomkiem chłopa – najemnego robotnika rolnego. Odmienne pochodzenie nie uniemożliwia jednak przyjaźni, która, jak to w życiu bywa, najłatwiejsza jest w czasie dzieciństwa i dojrzewania. Zmiany zaczynają się gdy chłopski syn wraca do domu po wojnie jako szeregowy żołnierz a syn Pana, jako oficer.

Później na relacje Alfredo i Olmo wpłynie wszędobylska polityka gorących lat 20. i 30. we Włoszech. Olmo sympatyzuje z komunistami i walczy o wyzwolenie ludu spod dominacji m.in. takich jak rodzina Belinghieri. Alfredo, w przeciwieństwie do ojca, wraz z wujem Ottavio odżegnuje się od twardej polityki wobec chłopów i z pewną niechęcią odnosi się do polityki faszystów. Niemniej, okazuje się być człowiekiem niepewnym, gdyż nie przegania demonicznego zarządcy i faszysty Attili (Donald Sutherland) i nie reaguje, gdy Olmo zostaje niesłusznie oskarżony o zabójstwo chłopca. Atilla (pasuje mu imię wodza Hunów) „ma oko” na Olmo, ale wie, że nie może go tknąć ze względu na swego pryncypała. Niemniej, nie szczędzi mu złośliwości i poniżenia. Ten musi w końcu uciekać z majątku, wraca dopiero, gdy nadchodzi rok 1945 a chłopi z karabinami i kobiety z widłami występują przeciwko swoim prześladowcom.

1 sty 2016

Wojna, o której nie chcieliśmy wiedzieć


Wojna, o jakiej warto się dowiedzieć


Andrzej Urbański – dziennikarz, publicysta, członek „Solidarności”, poseł, prezes zarządu TVP oraz szef kancelarii Prezydenta RP. Postać ciekawa, może czasem kontrowersyjna, nietuzinkowa. Może dzięki temu napisał bardzo interesującą (na pewno dla politologa i człowieka zainteresowanego historią) książkę.


„Wojna...” to zbiór stosunkowo krótkich tekstów na pograniczu felietonu i eseju. Teksty dotyczą konkretnych tematów, w których autor snuje rozważania o faktach historycznych, politycznych i społeczno – kulturalnych. Często jest to spojrzenia nieco odmienne od tego, co można przeczytać w podręcznikach historii. To spojrzenie pozwala spojrzeć na fakty z nieco innej jeszcze strony, co pomaga w wyrobieniu sobie własnego zdania.


Czytelnik sporo znajdzie tutaj odniesień do filmów, książek cytaty świadków historii oraz znawców tematu. Urbański pisze głównie o historii ostatniego półwiecza – powojennej Polski oraz przedwojennego, wojennego i powojennego świata. Pisze zatem o czasach, które bezpośrednio kształtowały naszą obecną rzeczywistość.


4 lis 2015

Aktor nie mówi swoim głosem – jak to w polskich filmach bywało



W
starych polskich filmach (a nawet jeszcze w latach 90.) był taki zwyczaj, czy może raczej okoliczność, że podmieniano oryginalne głosy bohaterów na głosy innych aktorów. Można to nazwać nieco specyficzną formą dubbingu, tym bardziej, że u nas królowali lektorzy a filmy były raczej rzadko dubbingowane.

Powody tego mogły być różne, ale najczęściej chyba głos danego aktora lub aktorki, wybranych do roli w najlepszej wierze, nie pasował do postaci. Dlatego dopuszczano się małej manipulacji, wszak „kino to sztuka iluzji”.

Wiele takich „korekt” mogło (i pewnie umknęło) uszom widzów, ale są takie klasyczne, kultowe obrazy, w których każdy zainteresowany filmem zauważy „ingerencję” w głos.

Takim kultowym filmem, w którym doszło do podmiany głosów głównych bohaterów są „Sami swoi” Sylwestra Chęcińskiego.


25 cze 2015

Ruiny zamków na szlaku jurajskim



       Jura Krakowsko – Częstochowska jest rajem dla miłośników wspinaczki skałkowej i rowerowych wycieczek. Niemniejszą atrakcją są także ruiny gotyckich i renesansowych warowni i strażnic. Szczególnie niektóre z nich warto odwiedzić podczas letnich wypraw.


Aby poznać wszystkie relikty historii w jakie obfituje okolica, należałoby poświęcić chyba cały okres wakacyjny. Tekst dotyczy zatem tych budowli, które dotychczas zdążyłem poznać i jest zarazem zapisem wrażeń, jakie temu towarzyszyły.

 

Zamek Lipowiec Fot. Daniel Wróblewski

Krótka historia zamków jurajskich

 

Już we wczesnym średniowieczu na obszarze Jury znajdowały się umocnienia ziemno – drewniane m.in. w Smoleniu, Ojcowie czy Pieskowej Skale. Historia „Orlich Gniazd” swój początek bierze jednak od czasów panowania Kazimierza Wielkiego. Podczas jego rządów Śląsk ostatecznie znalazł się w granicach Czech, z czym wiązał się problem zabezpieczenia zachodniej granicy. Wyżyna Krakowsko – Częstochowska pełna trudno dostępnych wzgórz i ostańców doskonale nadawała się do wybudowania linii strażnic i zamków, które mogły skutecznie ochronić Kraków oraz szlaki handlowe. Wspólnym wysiłkiem królewskiego skarbca oraz małopolskich możnowładców wzniesiono większość budowli od fundamentów a część została przebudowana i dostosowana do ówczesnych wymogów obronnych. Okres trzech stuleci był czasem świetności kamienno-ceglanych warowni, które doskonale wypełniały swoje zadania, jednak wzrost znaczenia artylerii stopniowo zmniejszał ich rolę. Tylko nieliczne twierdze zostały dostosowane do nowych technik wojennych, poprzez wzmocnienie murów i budowę bastionów dla broni palnej. Nieuchronny schyłek nadszedł wraz ze szwedzkim potopem w połowie XVII wieku, gdy większość zamków została łatwo zdobyta i zniszczona. Tylko niektóre zdołały częściowo podnieść się z ruiny i służyć właścicielom nawet do pierwszej połowy XIX wieku. Kolejne dziesięciolecia przyniosły kolejne rozbiórki na cele budowlane, dewastację i naturalny rozpad. Obecnie częściowo zabezpieczone i udostępnione do zwiedzania są nieusuwalnym elementem krajobrazu, rozbudzając wyobrażenie o dawnej potędze.


3 cze 2015

Zapomniane polskie seriale cz.II



Jakiś czas temu napisałem o trzech nieco zapomnianych polskich serialach (Dojrzewanie, Crimen, Akwen Eldorado). Teraz chciałabym przypomnieć (odkurzyć, zainteresować) trzy seriale historyczne powstałe pod koniec lat 80.

Pogranicze w ogniu


W zasadzie nie wiem nawet, czy mogę nazywać ten serial zapomnianym, bo dla części jest on w ogóle nieznany, ale zapewne ma też swoich fanów (choćby mnie). „Pogranicze w ogniu” jest moim skromnym zdaniem jednym z najlepszych polskich seriali, który jednak nie doczekał się należytej sławy i popularności. Dlaczego tak się stało? Końcówka lat 80 charakteryzowała się wielkim apetytem społeczeństwa na wszystko co zachodnie, ładnie opakowane i ociekające akcją. Serial historyczny (a raczej bazujący na historii, bo część epizodów została wymyślona a historia Jurka Osnowskiego opiera się luźno na perypetiach polskiego agenta Jerzego Sosnowskiego) wymagający jednak pewnej wiedzy i to dotyczącej okresu międzywojennego, która w latach PRL-u była zniekształcana lub traktowana po macoszemu. Przeciętny widz raczej słabo orientował się w polskiej rzeczywistości lat 20 i 30, nie wspominając o niuansach pracy wywiadowczej i kontrwywiadowczej. Serial w ogólnym zarysie przedstawia rywalizację Czarka Adamskiego z Frankiem Relke (Cezary Pazura i Olaf Lubaszenko – na planie tej właśnie produkcji się poznali i zaprzyjaźnili). 



25 lut 2015

"Ida" a sprawa polska

   
   Dopiero, gdy film Pawła Pawlikowskiego został nominowany do Oscara i zaczął zgarniać nagrody na całym świecie, ludzie nad Wisłą sobie o nim przypomnieli a niektórzy, dopiero dowiedzieli. Nie wiem jakie są to proporcje, ale fala hejtu dopiero właśnie teraz osiągnęła stan kulminacyjny. Na Onecie widniał wielki nagłówek - "cała Polska pęka z dumy". Część z dumy a część z oburzenia.

Część widzów, jeszcze przed obejrzeniem nastawiła się negatywnie, po tym co usłyszeli od osób, które filmu także nie widziały, ale też tylko słyszały albo, które widziały, ale i tak wiedziały, jaki on będzie. Brzmi bezsensownie?


 Ten czarno-biały, skromny, wyprodukowany stosunkowo niewielkimi środkami film w momencie, gdy pojawił się w dystrybucji nie wywołał ułamka tego wszystkiego, co było udziałem "Pokłosia". Może dlatego, że "Pokłosie" od początku budziło kontrowersje, było powrotem Pasikowskiego a uznani reżyserzy wypowiadali się o nim zazwyczaj w ciepłych słowach, choć z uwagami. "Idę" to ominęło, no bo jak się ekscytować bezkolorową poetycką (czyli pewnie nudną i niezrozumiałą) wizją jakiegoś reżysera, co większość życia spędził w Anglii?

13 paź 2014

„Grób Wilkołaka” – pokłosie legendy o Wilczej Górze


      Gdy pisałem drugą część Tajemnicy Wilczej Góry wspomniałem o tajemniczym „Grobie Wilkołaka”, który wedle uzyskanej informacji, miał być dużym głazem znajdującym się jeszcze 10 lat temu w najbliższej okolicy cmentarza na Warpiu. Głaz ten miał z pewnością oznaczać, że w tym miejscu zakopano jakiegoś ubitego potwora. Wszystko wskazuje na to, że ów „Grób Wilkołaka” jest ściśle powiązany z legendą o Wilczej Górze, stanowiąc zapewne jej późniejsze dopełnienie.  

        
        Udałem się zatem pewnego letniego dnia w okolice cmentarza na Warpiu (założonego w 1946 roku), aby poszukać wspomnianego głazu. Wpierw eksplorowałem północne, wschodnie i zachodnie obrzeża cmentarza, który obecnie rozbudowuje się w kierunku północno - wschodnim, ale oprócz nieco większego głazu, rozbitych płyt nagrobnych oraz gruzu, niczego nie znalazłem. Dopiero sprawdzając teren od południa, czyli od strony ulicy Krakowskiej natrafiłem na sporych rozmiarów głaz, który leżał obok chodnika po drugiej stronie ulicy.

Domniemany głaz oznaczający niegdyś "Grób Wilkołaka"

1 lip 2014

Tajemnica Wilczej Góry - część II


Mapa Jana Hempla z 1856 roku

  Od momentu, gdy napisałem „Tajemnicę Wilczej Góry” minęło już trochę czasu. W tym okresie zapoznałem się z mapą Jana Hempla - górnika, mierniczego i kartografa. Jego opracowanie jest pierwszym tak dokładnym odwzorowaniem obszarów dzisiejszego Zagłębia Dąbrowskiego, ze wskazaniem kopalń, pokładów węgla, znaków górniczych, kamieniołomów ale także karczm i oberż. 


Miałem okazję również w czasie wycieczki krajoznawczej po okolicy usłyszeć kilka informacji od Pana Artura Ptasińskiego ze Stowarzyszenia Pakosznica, którego zdaniem tylko na mapie Hempla pojawia się nazwa „Wilcza Góra” oraz lokalizacja legendarnej karczmy.

fragment mapy Jana Hempla z Wilczą Górą, karczmą i kopalnią Wańczyków

29 lis 2013

Tajemnica Wilczej Góry


         Około pół kilometra od mojego bloku, na pograniczu dąbrowskich Mydlic Południowych, wschodniej części będzińskiego Warpia oraz sosnowieckiego Zagórza i Józefowa znajduje się miejsce nazywane kiedyś Wilczą Górą. Obecnie trudno nazwać tę okolicę górą a raczej nieco pustynnym wzniesieniem, bo znajduje się tam zasypany kilka lat temu kamieniołom, porośnięty częściowo trawą, krzakami i drzewami.  
 
Wilcza Góra 2012 - przed wybudowaniem jezdni na zboczu. Żródło: Google Maps
Niemniej z tym nieco zapomnianym miejscem związana jest jedna z legend zagłębiowskich, którą przytaczam w całości.
...
Legenda o Wilczej Górze
 
Przy dzisiejszej drodze wiodącej z Zagórza do Będzina, pod samą granicą będzińską, po prawej stronie widnieje wzgórze ze śladami dawnego kamieniołomu, które niegdyś zwało się Wilcza Góra. Przed wielu laty na wschodnim stoku wzgórza stała samotna karczma, lecz często i licznie odwiedzana przez mieszkańców Starej Dąbrowy, Małobądza i Zagórza, którzy w porze letniej każdej niedzieli zbierali się tutaj na pogwarkę, lub na tany przy dźwiękach muzyki. Pewnej niedzieli zaszedł do tej karczmy Pietrek Przystalik z Zagórza, wiodąc ze sobą swą narzeczoną Małgosię Skrzypczykównę, słynącą z urody na całą okolicę. Ku tej parze w czasie tańca kierowały się zazdrosne, nienawistne nawet spojrzenia ze strony dziewek i chłopców, one bowiem zazdrościły Małgosi piękności i tego, że wszyscy parobcy tylko na nią patrzeli i o jej względy się ubiegali. Parobcy zaś niezadowoleni byli z tego, że Skrzypczykówna tylko z Przystalikiem przestawała, a o nich tyle dbała, co o zeszłoroczny śnieg. Gdy w inne niedziele panowała w karczmie niezamącona wesołość i ochota, to tej niedzieli zaległ klepisko w karczmie ponury nastrój, ochota do tanów zmalała i ucichły gwary. Z owych dąsów dziewek i parobczaków nie byłoby może nic wyniknęło, gdyby nie zjawił się, na nieszczęście, diabeł w osobie obcego, dorodnego młodzieńca, który ciągle prosi do tańca Małgosię, pobudzając tem Pietrka do złości, a innych do drwin z niego, iż dał sobie odbić dziewuchę obcemu.
Zazdrosny chłopak początkowo milczał, lecz potem zaczął naglić narzeczoną do jak najszybszego powrotu do domu, ale ona prosiła go, by chwilkę jeszcze pozwolił jej zostać, aby ostatni jeszcze raz mogła zatańczyć z pięknym parobczakiem.
Gdy taniec się skończył, Małgosia jeszcze ociągała się z wyjściem, więc Pietrek wyciągnął ją gwałtem z karczmy i skierował się do domu.
Droga wiodła przez wzgórze. Idąc do domu, Pietrek czynił narzeczonej gorzkie wymówki za to, że tyle tańczyła z nieznajomym i tak się do niego pięknie uśmiechała, zaś o narzeczonym zupełnie zapomniała. Zniecierpliwiona wyrzutami Małgosia, zaczęła z kolei wymyślać Pietrkowi i wypominać mu jego ubogie pochodzenie.
Rozeźlony i rozżalony Przystalik zapamiętał się, chwycił dziewczynę za szyję, rzucił na ziemię i począł dusić. Było to właśnie już na szczycie wzgórza. W tej chwili, gdy Małgosia wyzionęła ducha, uduszona rękami narzeczonego, rozległ się w powietrzu przeraźliwy, szyderczy śmiech diabła, który na okrutnym wilczysku przybywał wśród świstu wichru. Wystraszony Pietrek spostrzegłszy, że diabeł ma twarz owego dorodnego parobczaka z karczmy, w przerażeniu zaczął uciekać w stronę karczmy. Zaledwie jednak zdołał uczynić kilka kroków, gdy wilk rzucił się na niego, kalecząc pazurami łap i kłami paszczy. Bronił się nieszczęsny Pietrek jak mógł, lecz został pokonany i wciągnięty przez wilka w głęboką szczelinę wzgórza, w którą wszedł również i diabeł. Na drugi dzień znaleziono na wzgórzu martwe ciało Małgosi i nieprzytomnego Pietrka w głębokiej jamie, srodze pokaleczonego.
Gdy ten przyszedł do przytomności, opowiedział ludziom całą przygodę i prosił by go żywcem pogrzebano w owej jamie, w której go ludzie znaleźli. Jednak prośbie jego odmówiono. Małgosię pochowano na cmentarzu w Mysłowicach, zaś Pietrek umknąwszy kary, poszedł w świat i dopiero po kilkudziesięciu latach wrócił jako starzec, by zemrzeć na wzgórzu, gdzie dopuścił się zabójstwa. Litościwi ludzie pochowali go w jamie, w której pragnął być żywcem pochowany - a wzgórze nazwano Wilczą Górą, i że tam, szatan na wilku jeździł.
Omijano je przez długie lata z trwogą, jako siedlisko nieczystych sił. Ilekroć usiłowano postawić na mogile Pietrka krzyż, zawsze w nocy coś go wyrwało z ziemi i odnosiło w różne strony. Karczma leżąca podle wzgórza istniała jeszcze długo, lecz i tę ludziska omijali ze strachem. Jej arendarz nie mając co robić, opuścił ją wreszcie porzucając na pastwę losu. Stała przez kilkadziesiąt lat pustką, aż około roku 1860 spłonęła doszczętnie od uderzenia pioruna.”

 
Żródło: http://www.zaglebiedabrowskie.org
...
Na początek warto dodać kilka faktów – Wilcza Góra ma 288,5 – 289 m.n.p.m i stanowi część dłuższego wzniesienia o punkcie kulminacyjnym 300 m.n.p.m znajdującym się nieco dalej na zachód. 
Wilcza Góra i okolice - lata 50. XX wieku

        Na takiej samej wysokości znajduje się położone w zachodniej części miasta wzgórze Syberka, na którym wybudowano osiedle mieszkaniowe. Co do samej legendy – na konto ludowej wyobraźni można złożyć przekaz o diable na grzbiecie wilka. Niemniej, jak można zauważyć, nie tak częstą praktyką w tego typu opowieściach jest podawanie dokładnych personaliów bohaterów (choć mogły zostać wymyślone dla uwiarygodnienia przekazu). Choć i sama chęć uwiarygodnienia może mieć ukryte przesłanki. Nic także nie wiadomo, aby na wschodnim zboczu Wilczej Góry znajdował się kiedykolwiek jakiś budynek. Na mapie Jana Hempla z 1856 roku zostały m.in. zaznaczone karczmy znajdujące się na terenie Zagórza (w tamtym czasie góra znajdowała się jeszcze na jego obszarze, obecnie na terenie Warpia). Inne mapy z tego okresu (jak i wcześniejsze) nie są na tyle dokładne, aby wyróżniać tego typu obiekty, szczególnie jeśli zawierzy się legendzie, iż gospoda stawała się ruiną już około od początków XIX wieku. Ze względu na rozpoczętą jeszcze w XIX stuleciu eksploatację kamieniołomu, od którego wzięła nazwę cała dzielnica Warpie, trudno szukać jakichkolwiek archeologicznych śladów rzekomej drewnianej konstrukcji.
Z drugiej strony, skąd mógł się wziąć zapis o staruszku Przystaliku pochowanym w jamie na Wilczej Górze? Wymysł twórców przekazu czy może kiedyś w kamieniołomie (podobnie jak w innych tego typu miejscach, także na Zagłębiu) ktoś przypadkiem albo podczas wydobywania surowca odnalazł jakieś kości. W wersji sensacyjnej mogłyby być to faktycznie szczątki niezidentyfikowanego osobnika; a w wersji bardziej realistycznej - szczątki zwierząt kopalnych, które nieświadomi lokalni mieszkańcy uznali za ludzkie. W ten sposób mogła powstać zła sława tego miejsca okraszona dodatkowo wilkami i diabłem, w celu skutecznego straszenia dzieci i odstraszania obcych. Nawet jedna z pobliskich ulic na Warpiu nosi nazwę Wilczej.        
Czy istnieją jakiekolwiek przesłanki, aby przypuszczać, że na zboczu dawnej Wilczej Góry stał jakiś budynek? Mapy okolicy z lat 20. i 70. wskazują, że faktycznie przez grzbiet wzniesienia biegła kiedyś ścieżka, która mogła łączyć dawno temu Małobądz (Warpie jeszcze wtedy nie istniało) z Zagórzem. Jeszcze w latach 30. ulica Krakowska od strony Będzina kończyła się faktycznie na skrzyżowaniu z ulicą Górniczą (obecnie Św. Brata Alberta) a dalej biegła w kierunku Zagórza i Starej Dąbrowy jako polna ścieżka. Dopiero po II wojnie światowej powstała asfaltowa droga łącząca Warpie z uliczkami znajdującymi się na wschód od Wilczej Góry - Podmiejską, Łąkową, Cichą oraz Kamienną.  


Wilcza Góra i okolice - rok 1929 i 1979

      Początki położonych na uboczu ulic wiążą się okresem międzywojennym, na co wskazuje także wzniesiona w 1938 roku kapliczka na dawnym skrzyżowaniu ulicy Krakowskiej, Łąkowej oraz jeszcze jednej prowadzącej w kierunku Starej Dąbrowy, która została zlikwidowana wraz z zabudową na początku lat 80., w trakcie budowy osiedla mieszkaniowego.  
 
Kapliczka przydrożna A.D 1938. Róg Krakowskiej i Łąkowej
       
Zatem, jeśli ufać opowieści, w czasach Pietrka Przystalika i jego narzeczonej mogła istnieć popularna ścieżka z austerią po drodze. W tamtych czasach mogła za to nie istnieć jeszcze ścieżka, która później stała się ulicą Krakowską, tym bardziej, że nie istniało jeszcze Warpie. Należy jednak pamiętać, że ścieżka zaznaczona na mapach nie jest dowodem na istnienie kiedykolwiek w tym miejscu oberży, ale też każda legenda posiada jakąś genezę powstania.
Wilcza Góra znajduje się w okolicy, która nigdy wcześniej nie była zamieszkana (może w czasach ahistorycznych) i w ostatnich wiekach stanowiła pogranicze dzielnic Dąbrowy Górniczej, Będzina i Sosnowca. Z map wynika, iż przez długi czas nic się tutaj nie znajdowało (bezdrzewne łany łąk i pól), oprócz ścieżek łączących poszczególne miejscowości. Dlaczego osadnicy unikali tego miejsca? Cały obszar znajduje się na wysokości ponad 270 m.n.p.m, co chroniło skutecznie od podtopień, Czarna Przemsza przepływa w bezpiecznej odległości, niedaleko powstała linia kolejowa. Ponadto w odległych już bardzo czasach mogło być to niezłe miejsce do osiedlenia. Zagórze ponadto jest najstarszą dzielnicą Sosnowca, miejscowością, o której pierwsze pisemne wzmianki pochodzą już z 1228 roku. W XIV – XV wieku powstał tam niewielki gródek w miejscu osady rycerskiej oddzielony od Wilczej Góry bagnami pokrywającymi obszary dzisiejszej Środuli oraz uregulowanym dopiero w latach 80. XX wieku Potokiem Zagórskim. Być może zatem zadecydowały inne względy np. słaba gliniasta gleba, która nie pozwalała na udane zasiewy albo obszar pokrywały pomniejsze kamieniołomy, blisko których nikt nie chciał zamieszkać. O zamiejscowym charakterze tej okolicy świadczy też budowa tuż po II wojnie światowej cmentarza naprzeciwko wzniesienia.

 Legenda o ukrytym skarbie

Z Wilczą Górą wiąże się także w dość swobodny sposób legenda o skarbach zakopanych w pobliżu pewnej karczmy na Zagórzu. W ówczesnej wsi Zagórze należącej do Mieroszewskich znajdowało się kilka tego rodzaju przybytków, w tym budynek zaznaczony na mapie Hempla, znajdujący się obecnie w Lesie Zagórskim. Niestety, w pobliżu domniemanej lokalizacji nic nie znaleziono, co posłużyć może spekulacjom, iż dawna historia dotyczy innej karczmy znajdującej się na terenie Zagórza. Być może chodzi o tajemniczy wyszynk na zboczu Wilczej Góry. Przemawia za tym również to, iż karczma z Lasu Zagórskiego miała znajdować się przy obecnej ulicy Długosza, która łączy Zagórze z Józefowem. Niegdyś mogła biec dalej w kierunku północnego - zachodu przez dzisiejszy lasek (który wyrósł na zrobach zamkniętej w latach 20. kopalni Wańczyków), skąd już niedaleko do Wilczej Góry. Ponadto wschodnie zbocze wzgórza nie było w całości objęte kamieniołomem i przez to mogło pozostać nienaruszone od czasów tajemniczego ukrycia kosztowności.
Wszystkie rozważania jakie tutaj zawarłem są tylko przypuszczeniami, uzasadnionymi czasem tylko logiką a czasem skojarzeniami i nie posiadam dla nich dowodów historycznych. Głównie kierowała mną chęć pokazania, że także w najbliższym otoczeniu można zetknąć się legendami o diabłach i ukrytych skarbach. Pamiętam też, że w każdej legendzie, podaniu ludowym znajduje się jakaś cząstka lub nawet część prawdy. Nie zawsze przecież chodzi tylko o morał a fundament każdej historii może zostać stworzony z faktów, które dawno już pokrył mrok czasu i nie sposób dociec prawdy. Jaka jest zatem tajemnica Wilczej Góry i czy w ogóle jest jakaś tajemnica?

Fragmenty historycznych map pochodzą ze strony:  http://www.dawnadabrowa.pl/

Zapraszam do wersji rozszerzonej i poprawionej  Tajemnicy Wilczej Góry. Od czasu sporządzeniu  tego tekstu dowiedziałem się sporo nowych rzeczy m.in o prawdziwej lokalizacji Wilczej Góry i karczmy a także, jakie ukryte informacje zawiera treść legendy.

30 lis 2011

Żyć jak Polak z Rosjaninem

czyli czterysta jeden lat minęło od wejścia Polaków na Kreml

         Na dźwięk słowa – Rosja, w polskich głowach pojawiają się zazwyczaj nie najlepsze skojarzenia. Kraj ten jest synonimem odwiecznego wroga, tak starego i oczywistego, że statystyczny respondent nie potrafiłby określić w miarę precyzyjnie, kiedy to wszystko się zaczęło. Wydawałoby się, że takiego  odwiecznego przeciwnika trzeba znać na wylot, jak znają się ludzie, którzy zjedli beczkę soli. Tymczasem, naszą wiedzą i świadomością rządzą stereotypy, lepiej lub gorzej uzasadniane konkretnymi przykładami. Jednym ze źródeł polsko-rosyjskich animozji stał się pewien „mit założycielski”, jakim było wkroczenie Polaków na Kreml 9 października 1610 roku. Niedawno mieliśmy do czynienia z 401 rocznicą tego wydarzenia.
***
Wkroczenie wojsk polsko –litewskich na Kreml pod dowództwem hetmana  Żółkiewskiego było poprzedzone dość nieoczekiwanym, acz bardzo znaczącym zwycięstwem pod Kłuszynem. Siły Rzeczpospolitej złożone w większości z husarii pokonały tam liczniejsze oddziały rosyjsko – szwedzkie. Bojarzy, będąc pod wrażeniem doniosłego zwycięstwa, jak również chcąc wyciągnąć samą Moskwę z klinczu zwalczających się, zanarchizowanych frakcji, otwarli bramy przez polskim wodzem, który niezagrożony zbliżał się do celu swej wyprawy. Siły hetmana zaczęły stopniowo zajmować gród od 29 września w atmosferze wyraźnej nieufności zwykłych mieszkańców.

Źródło: bialczynski.wordpress.com
         Samo zajęcie Kremla stało się niezwykle ważnym i bez precedensu wydarzeniem politycznym, choć oba państwa były skłócone już wcześniej. Konflikt interesów rozpoczął się jeszcze w czasach panowania pierwszego cara Rosji – Iwana III Groźnego, którego zakusy i ambicje zostały surowo poskromione jeszcze przez Stefana Batorego. Dla świadomych realiów ówczesnych mężów stanu, jasnym jednak stawało się, że niedawne Księstwo Moskiewskie dawniej zhołdowane Tatarom, staje się poważnym graczem a zarazem zagrożeniem dla wschodnich interesów Rzeczpospolitej. Gwałtowne i okrutne rozprawienie się przez Iwana  z demokratycznie rządzonym państwem – miastem, pokojową republiką handlową jaką był Nowogród, musiało stać się wyraźnym znakiem, że w pobliżu rodzi się niebezpieczny przeciwnik. Po śmierci okrutnego cara Rosja znalazła się w okresie „Wielkiej Smuty”, czyli czasów anarchii i sławetnych „dymitriad”, gdy polscy możnowładcy wspierali kolejnych, rzekomo cudownie ocalonych Dymitrów, czyli samozwańców podających się za syna zmarłego cara. Prywatne eskapady polskich możnych panoszących się po Moskwie, musiały wywołać pierwszą falę niechęci do Polaków. Jednakże dopiero bezpośrednie zaangażowanie katolickiego władcy, jakim był Zygmunt III Waza, stało się żyznym podłożem dla późniejszych animozji i stereotypów. Nomen omen, polski król sam pragnął zostać carem Rosji i nawracać ją (pokojowo i siłowo) na katolicyzm, choć bojarzy zdecydowanie woleli zaproponować tę godność jego synowi, Władysławowi.
***
Wśród Rosjan, jako strony dotkniętej chaosem i obcymi wpływami, Polacy wyobrażani byli jako grabieżcy, podpalacze i mordercy (a takie zachowania było dość standardową praktyką w tamtych mrocznych czasach) a na dodatek jako „czarne charaktery”, które miały chrapkę na ujarzmienie całej wielkiej Rosji. Z drugiej strony, ówczesna Rzeczpospolita nie była tak naprawdę w stanie, przy narastających problemach wewnętrznych i rosnącej roli szlachty oraz magnaterii, nawet myśleć realnie o podporządkowaniu tak rozległego kraju. Patrząc obiektywnie na tamte wydarzenia, polsko-litewskie interwencje były tylko działaniami wpasowanymi idealnie w krajobraz wielkiej wojny domowej. Polacy tymczasem postrzegali Rosjan jako barbarzyńców, spoza kręgu kulturowego Europy, których osiągnięcia na niwie wojskowej i cywilizacyjnej nie mogły się wtedy równać z dokonaniami państwa polsko – litewskiego. Nie bez znaczenia jest fakt, że wiele książek (także pisanych cyrylicą) oraz rozmaitych nowinek docierało w późniejszych latach do Rosji właśnie za pośrednictwem Polski. Z drugiej strony, warto także pamiętać, że sąsiedzi zazwyczaj nie darzą się szczególną sympatią a dodatkowym czynnikiem zaogniającym stosunki była religia (co również nie było niczym szczególnym w Europie skąpanej w pożodze nieco późniejszej Wojny trzydziestoletniej). Prawosławna Rosja, uznająca się za Trzeci Rzym i spadkobierców Bizancjum, nie mogła zaakceptować próby ekspansji polskiego katolicyzmu czy chęci zdobycia części wiernych na rzecz kościoła unickiego (greckokatolickiego) poprzez zawarcie Unii Brzeskiej w 1598 roku. Dla nich „złota wolność szlachecka” miała znamiona anarchizmu i była sprzeczna z duchem „zamordyzmu”, którego ziarna przyniosła Rosji dominacja tatarska a wraz z tym, zupełnie inny sposób patrzenia na rządzących i odmienną filozofię sprawowania władzy. Zarazem dla rozpasanej i swawolnej szlachty przeciętny Moskwianin, który dopuścił do tego, aby stać się poddanym bez prawa do głosu sprzeciwu, był wręcz troglodytą bez charakteru i szacunku dla siebie samego. Pod tak przygotowany grunt w kolejnych stuleciach zasiano potężny stereotyp Polaków, jako zdrajców mitycznej Słowiańszczyzny. Polacy stali się wręcz renegatami, którzy z powodu deklarowanej przynależności do świata zachodu czują się lepsi, choć powinni przecież stanowić i kreować część odrębnej kultury słowiańskiej.
Wynikiem negatywnego postrzegania Rosjan była zarazem mniejsza podatność Polaków na rusyfikację niż na germanizację. O ile Niemcy mogli zaimponować rozwojem społecznym i gospodarczym, to w czym ci Moskale mogli być lepsi od nas oprócz tego, że nas podbili…?
Źródło: facet.interia.pl
***
         Wróćmy jednak do wydarzeń związanych z okupacją Kremla przez polski garnizon. Powstanie ludowe pod wodzą kupca Kuźmy Minina i księcia Dymitra Pożarskiego doprowadziło do oblężenia twierdzy i odcięcia jej od świata. Próbę odsieczy podjął hetman Chodkiewicz, ale nie zdołał przerwać pierścienia zdeterminowanych oblegających. Obrońcy nękani próbami wdarcia się do twierdzy (Moskwianie próbowali nawet podkopów), zaczęli z wolna upadać na duchu i tracić nadzieję na ratunek. Skutkiem narastającego głodu i spadającego morale obrońcy poczęli właściwie jeść to, co nawinęło się im pod rękę. Początkowo były to psy, koty oraz wszelkiego rodzaju gryzonie. Zdesperowani ludzie zaczęli handlować z okolicznymi mieszkańcami, oddając kremlowskie kosztowności w zamian za żywność, według dość niekorzystnego kursu. Sceny dantejskie miały jednak dopiero nadejść, gdy głód zmusił obrońców do kanibalizmu a nawet…wykopywania i jedzenia zmarłych. Oczywiście, w menu pojawiły się również skóry, księgi pergaminowe, trawa, świeczki łojowe…Również ceny za poszczególne elementy ludzkiego ciała były jasno ustalone: głowę można było kupić za trzy złote a czwartą część ścięgna już za pięć. Dla porównania, za kotka trzeba było wyłożyć osiem złotych a za psa już piętnaście. Z przekazów pisemnych wiemy również, że jeden porucznik zjadł dwóch swoich synów, inny żołnierz zjadł matkę a zdrowi spozierali łakomym wzrokiem na chorych i rannych. Nie piszę o tym bez powodu, ale nie chcę też bezsensownie epatować czytelnika scenami rodem z tanich horrorów. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że każdy mit i chwalebny czyn, który przechodzi do annałów narodowej dumy i historii, ma zazwyczaj również swoje mniej znane i ciemne strony. Sami chcielibyśmy pamiętać w tym przypadku, że my Polacy, kiedyś byliśmy ciemiężycielami jednego z naszych największych ciemiężycieli w historii. Duma narodowa każdej nacji potrzebuje takich wydarzeń, aby odreagować inne niepowodzenia albo podtrzymać świadomość własnej wyjątkowości. Inną nauką płynącą z tych smutnych okoliczności jest przestroga, abyśmy się nie pożarli nawzajem w swoich wzajemnych animozjach, lękach i oskarżeniach, jak pechowi członkowie kremlowskiego garnizonu.
***
Sama bitwa pod Kłuszynem, podobnie jak wkroczenie sił polsko - litewskich na Kreml, są wydarzeniami słabo utrwalonymi w polskiej świadomości zbiorowej. Nawet nie ma sensu porównywać tych wydarzeń do glorii grunwaldzkiej i złamania potęgi Zakonu Krzyżackiego. Powodem takiej sytuacji jest z pewnością scheda po PRL-u, gdy zarówno konflikty polsko – rosyjskie jak i polsko – ukraińskie były skrzętnie kamuflowane i cenzurowane. Trzy lata temu Rosjanie nakręcili głośno u nas komentowany film w reżyserii Władimira Chotinienki pod jasnym tytułem „1612”. Obraz zrealizowany na zamówienie polityczne Kremla miał na celu rozbudzenie i podtrzymanie rosyjskiej dumy narodowej, choć scenariusz nie miał oparcia na konkretnych faktach i był raczej luźną opowieścią z nieszczęśliwą miłością w tle. Widowisko odzwierciedlało utrwalone stereotypy, choć nadmierne szafowanie husarią mogłoby wskazywać, że nie była to jednostka kosztowna i elitarna ale dość powszechna w ówczesnej armii polsko – litewskiej. Film nie cieszył się oczekiwaną popularnością, po trosze zapewne z powodu wyraźnych odniesień propagandowych, a po trosze z powodu dość odległej i nie do końca jasnej historii oraz przekazu, który miał z niej płynąć. Wydaje się bowiem, że dla przeciętnego współczesnego Rosjanina, Polacy nie są żadnym wrogiem, wobec którego należałoby ostrzyć broń i czuwać, czy nie czyha za płotem albo spoziera zza węgła. Na drugim biegunie mamy jeszcze świeżą propozycję krajowej kinematografii pt. „1920 Bitwa Warszawska”. W przypadku obu filmów zaangażowano duże środki finansowe, aby godnie i na odpowiednim poziomie realizacyjnym przedstawić te ważne wydarzenia. Analogie w obu przedsięwzięciach są aż nadto widoczne. Także w filmie Jerzego Hoffmana mamy miłość w tle doniosłego wydarzenia w dziejach narodu. Również tutaj przeciwnik, czyli Rosjanie, a ściślej rzecz biorąc krasnoarmiejcy, przedstawiani są w sposób dość charakterystyczny a czasem może i karykaturalny. Trudno jednak oczekiwać po tego typu filmach innego, bardziej idącego na przekór, punktu widzenia. 
***
Jak łatwo zauważyć, wielkie wydarzenia narodowe nie są raczej wygodnym polem dla solidnej, rzeczowej i obiektywnej oceny historycznej, gdyż surowa prawda może okazać się nieprzystająca do oczekiwań i niezdatna, aby dawkować ją szerokiemu odbiorcy. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, że niemal równocześnie obchodzimy 399 rocznicę kapitulacji polskiej załogi na Kremlu, która miała miejsce 22 października 1612 r,  Czy to nie oznacza, że sukces i porażka mogą być tak blisko siebie? Na to pytanie czytelnik musi sobie sam odpowiedzieć. Mogę jeszcze dodać, jako pasjonat historii, że w bardzo wielu przypadkach koleje historii mogły się potoczyć zupełnie inaczej. Wiele bowiem zależało od drobnych czasem zdarzeń lub przypadków losowych. Bo jak potoczyłaby się historia Europy, a może i świata, gdyby Władysław Waza został równocześnie carem Rosji i królem Rzeczpospolitej ? Czy byłby to tylko krótkotrwały epizod, znany lepiej głównie historykom, czy też byłby to zaczyn, punkt zwrotny w wielkiej historii, który odmieniłby diametralnie naszą obecną rzeczywistość?


Bibliografia:
Norman Davies – Boże Igrzysko, Wydawnictwo Znak, Kraków 1990
Tomasz Bohun – Moskwa 1612, Dom  Wydawniczy Bellona, Kraków
Focus Historia – numer 3 i 9 z 2008 roku.


28 cze 2011

Jak to się w historii działo...


Nowogród był ruskim księstwem, którego w odróżnieniu od wojowniczego Księstwa Moskiewskiego, było nastawioną pokojowo, demokratyczną republiką handlową. Nie było to jednak słabe państwo a jego organizacja społeczna nie odbiegała dalece od zachodnich wzorców. Jak potoczyłaby się historia, gdyby miast Moskwy to właśnie Nowogród stał się zalążkiem współczesnej Rosji?


"Tymczasem w Moskwie Iwan IV rozgniewał się na wieść o Unii Lubelskiej i pospiesznie podjął owe przestępcze akcje, które bardziej niż inne jego postępki zyskały mu przydomek Groźnego. Przygotowano sfałszowane listy, mające wykazać, że metropolita oraz namiestnik Nowogrodu są winni zdradzieckich konszachtów z królem polskim. Car przybył, aby osobiście wymierzyć karę. Mieszkańców Nowogrodu systematycznie chwytano i torturowano; każdego dnia mordując po pięćset, a często i po tysiąc osób. W ciągu pięciu tygodni najbardziej cywilizowane pośród miast Rosji zostało wyludnione i obrócone w stos dogorywających zgliszczy. Iwan powrócił do Moskwy, aby szykować kotły z wrzącym olejem i rzeźnickie haki - narzędzia kary dla kilkuset mieszkańców Moskwy, podejrzanych o utrzymywanie zdradzieckich kontaktów z Nowogrodem. Jaką przyszłość mogła mieć "rzeczpospolita dobrej woli", żyjąc obok takiego sąsiada?"

Norman Davies, Boże Igrzysko, Wydawnictwo Znak, Kraków 1990 r.