Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

4 sty 2016

Ranking filmów Marka Koterskiego

Cezary Pazura i Marek Kondrat


Marek Koterski kręci filmy autorskie na pograniczu komedii i dramatu. Można by nawet powiedzieć o tych dziełach „dramatyczne komedie”, gdyby nie fakt, że są to prawdziwe dramaty żartem tylko podszyte.

Można odnieść wrażenie, że prawdziwym bohaterem Koterskiego jest on sam (w postaci alter ego – Adasia/Michała Miauczyńskiego), który jest nieustannie, że użyje znanego terminu, „upupiany” przez matkę, kobiety, rzeczywistość itp. Albo też „upupia” się sam swoimi natręctwami. Polem zainteresowania autora jest miłość (idealna), relacje z bliskimi (nieidealne), nałogi (np. alkoholizm), natręctwa, wyalienowanie, niespełnione ambicje, zahamowania, rozczarowanie życiem. Słowem – człowiek daleki od okładek kolorowych magazynów. Jego postacie mówią często szykiem przestawnym, czasem seplenią (panie rezyseze), są natarczywe wobec bohatera i używają nachalnego języka. Świat wykreowany (a może tylko autorsko odtwarzany) przez Koterskiego często jest mi bliski, bo także mam wrażenie niedopasowania i odstawania.

1 gru 2015

Kiedy piekło zamarza

K
olega ze studiów miał pewną cechę charakterystyczną. Nie tylko to, że był bystry, inteligentny i oczytany. Bo oczywiście był. Jego cechą wyróżniającą z tłumu innych inteligentnych osób był aktualny egzemplarz Gazety Wyborczej, z którym pojawiał się na wydziale. Nie zawsze pojawiał się on, ale zawsze pojawiał się z gazetą. Rozkładał płachtę periodyku na stole, trzymał przed sobą siedząc na ławce i czytał od deski do deski. On i gazeta byli jak Alfa i Omega, jak Flip i Flap, jak papużki – te nierozłączki. Byli jednością i wspólnotą. Człowiek i jego nieodłączna gazeta.


Nie oznaczało to jednak, aby zgadzał się on ze wszystkim, co tam napisano. Podkreślał zarówno wtedy, jak i wiele lat później, że nigdy nie był za komunistami. I tak też było, choć poglądami odróżniał się nieco od nas. Nas, jakże niepokornych studentów Politologii i Nauk Społecznych.

15 lis 2015

Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła



Jak robić komedie w PRL-u?


P
ozycja Macieja Replewicza nie jest sensu stricto biografią kultowego reżysera, ale przede wszystkim jego biografią filmową. Autor opowiada o perypetiach artysty – od lat młodości, aż po przedwczesną śmierć. O tym, jaki był prywatnie, na planie i jak walczył (a walczyć musiał często) o swoje filmy.


Ojciec Stanisława Barei był znanym w Warszawie mistrzem wędliniarskim. Tym samym, już dojrzały bohater, wiedział jak powinna smakować prawdziwa, przedwojenna kiełbasa. Młody Bareja dużo czytał i często chodził do kina. Brzmi to banalnie, ale zapewne dzięki tej ciekawości świata, otwartości i wyobraźni został reżyserem. Studia rozpoczął kilka lat po wojnie w atmosferze silnego oddziaływania socrealizmu w sztuce i kulturze. Okazał się być jednak człowiekiem wysoce odpornym na propagandę, stającym w konflikcie z systemem a także lojalnym wobec kolegów ze studiów. Taka postawa przysparzała mu sympatii ale także wrogów.

22 paź 2015

Biurokracja – wersja rozwojowa



W taki sposób stary biurokrata poprawił wypracowanie historyczne dla swojego synka:


„Obywatel Tadeusz Kościuszko przybył do miasta Krakowa w marcu 1794 roku i nie zameldowawszy się w odnośnym urzędzie obwodowym, został w konsekwencji doprowadzony do stanu nieposiadania karty meldunkowej. Dnia 24 marca 1794 roku objął etat starszego, zaprzysiężonego referenta powstania. Urzędowanie rozpoczął na Rybku Głównym, Kraków, bez stałych godzin. Na podstawie urgensów ustnych przeprowadził akcję werbunkową wśród chłopów i szlachty pracującej. Następnie, w pierwszej instancji, wygrał proces pod Racławicami i zorganizował biuro personalne na mocy tak zwanego Rozdzielnika Połanieckiego. Jednak na skutek zaniedbania przez czynniki miarodajne szeroko zakrojonej w odpowiednich ramach akcji „O” (Ojczyzna) oraz intensywnie prowadzonej przez spekulantkę carycę Katarzynę II akcji skupu dyrektorów i referentów pochodzenia obszarniczego, jak również na skutek sabotowania planowanych zapotrzebowań wydziału zaopatrzenia, dał się odczuć brak  odpowiedniej ilości formularzy, który na sesji wyjazdowej pod Maciejowicami spowodował zdjęcie Tadeusza Kościuszki z etatu oraz ukaranie go grzywną w wysokości ran ciętych. Samo zaś biuro uległo likwidacji”.

I czy można się było dziwić, gdy biedny synek biurokraty otrzymał ocenę niedostateczną?”




Sławomir Mrożek, Biurokratylia, s.55-56 [w] Opowiadania 1953-1959, Dzieła zebrane Tom IX, Zbiór Półpancerze praktyczne, Noir Sur Blanc

21 sie 2015

Dlaczego nie lubimy rządu?



czyli cytat polityczno -wyborczy



"Natomiast każdy z nas, mieszkańców wschodniej i środkowej Europy, a zwłaszcza Słowian, uważa swój rząd za absolutnie najgorszy na świecie. Wstydzimy się swoich rządów, a one z reguły wstydzą się nas i usiłują poprawić nasz statystyczny wizerunek, twierdząc, że więcej pracujemy i mniej pijemy, niż w rzeczywistości. Wydaje nam się, że nic tak nie udaremnia ludzkiego szczęścia, jak właśnie rząd. (…) A kiedy dochodzimy do głosowania, zakreślamy pierwsze lepsze nazwisko, nie patrząc czyje – ot tak, na złość. W Słowianinie nic nie budzi takiego wstrętu, jak głosowanie. Brzydzimy się myślą, że mielibyśmy komuś zaufać. No to jak mamy wybrać kogoś nieznajomego, o kim z góry wiemy, że jest parweniuszem i karierowiczem? Zamiast więc na zebraniach samorządu krzewić demokrację, oddajemy się marzeniom o seksie i przemocy. Rząd pełni wyłącznie rolę kozła ofiarnego, którego obarczamy winą za własne porażki. On zaś z kolei obwinia ludność, a co pewien czas usiluje nas zreformować za pomocą policji i więzień. (…) Wielka szkoda, że nie umiemy współdziałać z rządem, bo sprawnie działający rząd jest pięknym organizmem. Parlament pracuje jak mózg, a robotnicy – jak czerwone ciałka krwi. Dyplomatów zatrudnionych w służbie zagranicznej można oczywiście porównać do męskiego członka, a znów naszych sekretarzy, którzy podejmują przedstawicieli innych państw, do pochwy (…)."
Josip Novakovich

Świński cytat


„Wieczorem powietrze było suche, przejrzyste i panował odświętny nastrój. Ze wzgórza zbiegło stado bezpańskich świń, równie szalonych jak te, które utopiły się w Morzu Galilejskim, opętane przez demony. Żołnierze zastrzelili kilka. Ogień nie bardzo chciał się rozpalić, bo drewno zawilgło. Nenad wymyślił, żeby obedrzeć świnie z tłuszczu i dać go na podpałkę zamiast benzyny. Kiedy ułożyli świńskie sadło wśród gałęzi, te z łatwością się zajęły. Buchnęła z nich chmura dymu i pary, więc mięso przypaliło się i udusiło jednocześnie. Ludzie objadali się, maczając chleb w roztopionym sadle, które ściekało do garnków, i popijali śliwowicą. Jeden żołnierz zauważył, że w piekącej się świni kapie roztopione złoto i srebro. W świńskich żołądkach znaleźli ludzkie palce ze ślubnymi obrączkami, naszyjniki z krzyżykami, złote mostki. Wygłodniałe świnie pożarły swoich zabitych właścicieli. Z pieczystego wyciekło tyle tłuszczu, że żołnierze nasmarowali nim buty i broń. Uczta trwała cztery dni.”



Josip Novakovich, Prima Aprilis, Baobab, s.99-100, 148

Przełożył Michał Kłobukowski

14 maj 2015

Hasła portali internetowych - czyli nuda i przewidywalność


Portale internetowe zarzucają internautów chwytliwymi tytułami, które stają się okrutnie męczące i powtarzalne. Hasło, które raz chwyciło jest powtarzane do znudzenia przy każdej okazji. Na przykładzie Onetu można zrobić ich małe podsumowanie:


Na celowniku – coś lub częściej ktoś jest na czyimś celowniku. Lekarze albo producenci leków są na celowniku Ministerstwa albo internauci są na celowniku służb albo Policji (to gwarantuje sporą klikalność, bo każdy jest ciekawy, co też mu znowu może grozić) Zasadniczo – celownik jest straszliwie nadużywany, ale kojarzy się przecież groźnie z lufą czołgu, karabinu i każdy chce wiedzieć, kto może oberwać. Celowanie oznacza strzał a strzał oznacza straty w ludziach lub w nerwach czytających

Przerwać milczenie – to już klasyka. Nieświadomy czytelnik po odpaleniu strony dowiaduje się, ze jakiś aktor lub aktorka (często już nieco zapomniany) albo znany starszym odbiorcom nagle przerywa milczenie w jakiejś sprawie strasznie ważnej, poważnej i w zasadzie już nie cierpiącej zwłoki. Często oszołomiony czytelnik nie wie nawet, że delikwent czy delikwentka w ogóle milczeli. Przerwane milczenie sugeruje jednak sprawę strasznie ważną albo wręcz krzyk, wyznanie prosto spod wątroby. Najczęściej są to jednak sprawy błahe, mało ważne albo już wcześniej znane.

Bicie na alarm – bardzo mocne hasło sugerujące, iż istnieje jakieś niebotyczne zagrożenie a brak szybkiej reakcji doprowadzi co najmniej do wielkiej katastrofy. Bić na alarm mogą naukowcy, lekarze, dietetycy, ogrodnicy a nawet babcie klozetowe. Aż czasem trudno mi sobie wyobrazić te rozmaite grupy zawodowe jak stoją przy dzwonach i z szaleństwem w oczach biją na alarm, jakby nadciągał wielki oddział Tatarów. Bić na alarm można także do wojny poprzez rozsyłanie wici. Ogólnie, hasło po którym można spodziewać się nawoływania do szybciej ewakuacji.

18 sty 2015

Z pamiętnika mieszkańca wyspy Alualoa na Pacyfiku

       
  "Zanim zawitał do nas wielki biały brat, byliśmy bardzo prymitywni. Całymi dniami huśtaliśmy się na linach, kąpaliśmy w oceanie, śpiewaliśmy i tańczyliśmy. Płodna ziemia w Alualoa dostarczała nam pożywienia (...). Nie wiedzieliśmy jeszcze, jacy jesteśmy biedni i zacofani. Pewnego dnia nieopodal naszej wyspy szalejący sztorm zatopił wielką łódź białych ludzi, jak się potem dowiedziałem, nazywała się Statek Polskich Linii Oceanicznych.

Tubylcy odnieśli leżącego na plaży rozbitka. To główny księgowy Stasiak. Zadawał mnóstwo dziwnych pytań. Do kogo należą drzewka z orzeszkami? Gdzie załatwia się formalności meldunkowe? Czy bez dowodu osobistego wolno poruszać się w strefie nadgranicznej? Gdy okazało się, że nikt nie zna odpowiedzi, ocalony zabrał się do dzieła. Stasiak niczym Napoleon wprowadził kodeks praw i obowiązków dla mieszkańców Alualoa. Odtąd każdy z nich musiał nosić przy sobie dowód w postaci kamiennej tabliczki. Upaństwowiono wszystkie drzewka. Gdy zmarniała część z nich, natychmiast znaleziono winnych, których zmuszono do złożenia samokrytyki.

Nasze osiągnięcia gospodarcze sprawiły, że powoli zaczęliśmy doganiać czołówkę światową. Kiedy przychodziliśmy do naszego wielkiego brata i mówiliśmy, że jesteśmy głodni, odczytywał nam statystyki, z których wynikało, że jesteśmy syci. Syci i szczęśliwi wracaliśmy do domów. Teraz wiemy co to trud i uporczywa walka o zaspokajanie najprostszych potrzeb, których zaspokajane przedtem nie przynosiło nam żadnej satysfakcji".


Tu Telewizja Warszawa z programie 5

Maciej Replewicz, Stanisław Bareja, Król Krzywego Zwierciadła, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2009 r., s.376

26 lut 2014

Węgry wypowiadają wojnę USA



    Jak pokrętna i niezrozumiała może być polityka, pogmatwana europejska historia można się przekonać na przykładzie tej anegdoty. Sytuacja, gdy poczucie sensu ustępuje miejsca aktualnej „racji stanu” i nadaje się do kabaretu.

„W 1941 roku faszystowskie Węgry, będące w sojuszu z Hitlerem, wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. W gabinecie prezydenta Roosevelta miał się odbyć taki oto dialog:
Ambasador Węgier: Szanowny panie prezydencie, z największą przykrością muszę pana poinformować, że z dniem dzisiejszym Węgry wypowiadają wojnę Stanom Zjednoczonym.
Franklin Delano Roosevelt: Węgry? Co to za kraj?
Ambasador: To jest królestwo, panie prezydencie.
Roosevelt: Królestwo? A kto jest tam królem?
Ambasador: Nie mamy króla, panie prezydencie.
Roosevelt: To kto tam rządzi?
Ambasador: Admirał Miklós Horthy.
Roosevelt: Admirał? Ach, więc będziemy mieli przeciwko sobie kolejną flotę!
Ambasador: Niestety, panie prezydencie, Węgry nie mają dostępu do morza i w związku z tym nie mają floty.
Roosevelt: O co więc wam chodzi? Macie z nami jakiś konflikt terytorialny?
Ambasador: Nie, panie prezydencie, Węgry nie mają roszczeń terytorialnych wobec USA. Mamy konflikt terytorialny z Rumunią.
Roosevelt: A więc prowadzicie także wojnę z Rumunią?
Ambasador: Nie, panie prezydencie, Rumunia jest naszym sojusznikiem...”


Krzysztof Varga – Gulasz z turula, Wydawnictwo Czarne,. Wołowiec 2008 r.