Marek Koterski kręci filmy autorskie na pograniczu
komedii i dramatu. Można by nawet powiedzieć o tych dziełach „dramatyczne
komedie”, gdyby nie fakt, że są to prawdziwe dramaty żartem tylko podszyte.
Można odnieść wrażenie, że prawdziwym bohaterem
Koterskiego jest on sam (w postaci alter ego – Adasia/Michała Miauczyńskiego),
który jest nieustannie, że użyje znanego terminu, „upupiany” przez matkę,
kobiety, rzeczywistość itp. Albo też „upupia” się sam swoimi natręctwami. Polem
zainteresowania autora jest miłość (idealna), relacje z bliskimi (nieidealne),
nałogi (np. alkoholizm), natręctwa, wyalienowanie, niespełnione ambicje,
zahamowania, rozczarowanie życiem. Słowem – człowiek daleki od okładek
kolorowych magazynów. Jego postacie mówią często szykiem przestawnym, czasem
seplenią (panie rezyseze), są natarczywe wobec bohatera i używają nachalnego
języka. Świat wykreowany (a może tylko autorsko odtwarzany) przez Koterskiego
często jest mi bliski, bo także mam wrażenie niedopasowania i odstawania.






