Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarz. Pokaż wszystkie posty

4 mar 2016

Męki politologa czyli poplątanie z pomieszaniem


Nie chciałem się wyzłośliwiać i zwykle wracam z czasem do równowagi, gdy czytam teksty (wywiady), http://goo.gl/D1o3la które wskazują, iż rozmówca nie bardzo rozumie o czym mówi. Ale tym razem nie dałem rady. Poeta Andrzej Zagajewski, którego poezja dla jego nie-miłośników nazywana jest „zagajewszczyzną” i który jest polskim zamurowanym kandydatem do Nobla, przekonał mnie, że nie tylko w poezji ma już chyba niewiele do powiedzenia. 


Wiersz „Kilka rad dla nowego rządu” razi nieporadnością, dosłownością i zwykłym brakiem polotu. Na ten temat jednak polecam bardzo dobry felieton Sławomira Płatka - 
http://goo.gl/frI3Wt. Polonistą ani żadnym innym filologiem nie jestem, abym mógł i chciał śmielej wypowiadać się na ten temat. Mam jednak to szczęście (albo nieszczęście) bycia politologiem i nie mogłem przejść spokojnie wobec pewnych wypowiedzi poety w wywiadzie dla „Tagesspiel”. Abstrahuję tutaj od sympatii i antypatii politycznych, osobistych przekonań itp. ale skupiam się na pewnych pryncypialnych stwierdzeniach, które wskazują za zbyt dalekie uogólnienia.

Zagajewski twierdzi, że PIS doszedł do władzy, bo „zdecydowały wyraźne podziały w polskim społeczeństwie: na część liberalną, która cieszy się z postępu, oraz na tę, która broni przeszłości. - Niestety, dotyczy to też wielu młodych Polaków”.

24 lut 2016

Memoryzacja poezji

Niedawno na Facebooku pewien znajomy opublikował znany już (poniekąd słynny) „bardzo krótki wiersz o frustracji” Piotra Mosonia – „już/kurwa/brak mi/słów”. Także tym razem króciutki tekst pojawił się bez autora i po raz kolejny pospieszyłem z pomocą. Jedna osoba zapytała nawet „Szymborska?”, co skłoniło mnie dodatkowo do napisania tego tekstu.



Takie są fakty, drodzy odbiorcy poezji. Polska poezja współczesna dla zwykłego człowieka (bo nie wspomnę już mitycznego „czytelnika poezji”) to: Szymborska, Miłosz, Herbert i ks. Twardowski. Szymborska i Miłosz, bo Nobel, Herbert, bo każdy zna ze szkoły Pana Cogito, a ks. Twardowski, bo nieśmiertelna już fraza „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Zatem, jeśli ktoś, gdzieś znajdzie jakiś „fajny” wiersz (a na czym polega „fajność”, zaraz wyjaśnię) bez autora, przypisze go automatycznie (na mocy własnej wiedzy) jednemu z czterech twórców. Jeżeli będzie uszczypliwie, z humorem i dystansem – na pewno Szymborska. Nawiasem mówiąc, w tekście Piotra Mosonia pojawia się ostre słowo na K, o które Wisławę Szymborską trudno oskarżyć. To jednak nie przeszkodziło, aby „bardzo krótki wiersz o frustracji” zaliczyć w poczet jej dzieł. Jednak co chyba najśmieszniejsze, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę „krótki wiersz o frustracji autor”, aby już w drugim wyniku otrzymać nazwisko autora wraz z tytułem tomiku. Ale po co się tak męczyć.

6 sie 2015

Pan Posłuszny i nazistowskie asocjacje



Pan Posłuszny lubi oglądać piłkę nożną. Lubi nawet oglądać polską piłkę w wydaniu europejskich pucharów. Tym razem jednak zamiast poziomu sportowego zainteresowało go coś innego. Kibice cypryjskiego klubu Omonia Nikozja wywiesili względem naszej Jagielloni transparent „Nasi dziadkowie gonili waszych aż do Berlina”. Taka deklaracja oznacza więc, że Cypryjczycy zasilali szeregi Armii Czerwonej i gonili nazistowskich Polaków aż do Berlina. Ciekawa lekcja historii. Co tam jednak kibice, którym zdarza się nie grzeszyć rozległą wiedzą. Otóż obecny na meczu Śląska Wrocław delegat UEFA uznał herb miasta Brzegu (znany od 1248 roku) za symbol nazistowski. Trzy połączone ze sobą kotwice kojarzą się komuś z nazizmem. To chyba oznacza, ze również sama kotwica jest nazistowska a zatem powinna zostać zabroniona a wszystkie używające tego przedmiotu statki i okręty należy uznać na nazistowskie i przykładnie ukarać. 

Pana Posłuszny zdobył się przy tej okazji na małą konkluzję. Skoro co jakiś czas możemy usłyszeć lub przeczytać w światowych mediach o „polskich obozach zagłady” to świadczy o tym, że to skojarzenie jest już czymś naturalnym. Skoro na Cypr przyjechali potomkowie budowniczych obozów śmierci to należało im przypomnieć i dopiec (jak to lubią robić konkurujące kluby), że się ich „goniło do Berlina”. Także średnio rozwinięty intelektualnie delegat UEFA przyjeżdżając do post-nazistowskiego kraju mógł się przecież spodziewać najgorszego – antysemitów na ulicach, ksenofobii w pubach i wiadomych symboli na stadionie. Trzeba przecież zrozumieć przestraszonego człowieka. Tymczasem UEFA nie przeszkadzają symbole sierpa i młotu wykorzystane swobodnie przez kibiców Omonii. Jak zwykle są równi i równiejsi – faszyzm oczywiście nie, ale komunizm czemu nie. Czyli ten Stalin nie był wcale taki zły, bo w końcu walczył z nazimem. A że gnębił i zatrzymał w rozwoju jakieś tam kraje wschodnioeuropejskie? A kogo to w zadowolonej z siebie Europie Zachodniej ma zainteresować?

14 maj 2015

Hasła portali internetowych - czyli nuda i przewidywalność


Portale internetowe zarzucają internautów chwytliwymi tytułami, które stają się okrutnie męczące i powtarzalne. Hasło, które raz chwyciło jest powtarzane do znudzenia przy każdej okazji. Na przykładzie Onetu można zrobić ich małe podsumowanie:


Na celowniku – coś lub częściej ktoś jest na czyimś celowniku. Lekarze albo producenci leków są na celowniku Ministerstwa albo internauci są na celowniku służb albo Policji (to gwarantuje sporą klikalność, bo każdy jest ciekawy, co też mu znowu może grozić) Zasadniczo – celownik jest straszliwie nadużywany, ale kojarzy się przecież groźnie z lufą czołgu, karabinu i każdy chce wiedzieć, kto może oberwać. Celowanie oznacza strzał a strzał oznacza straty w ludziach lub w nerwach czytających

Przerwać milczenie – to już klasyka. Nieświadomy czytelnik po odpaleniu strony dowiaduje się, ze jakiś aktor lub aktorka (często już nieco zapomniany) albo znany starszym odbiorcom nagle przerywa milczenie w jakiejś sprawie strasznie ważnej, poważnej i w zasadzie już nie cierpiącej zwłoki. Często oszołomiony czytelnik nie wie nawet, że delikwent czy delikwentka w ogóle milczeli. Przerwane milczenie sugeruje jednak sprawę strasznie ważną albo wręcz krzyk, wyznanie prosto spod wątroby. Najczęściej są to jednak sprawy błahe, mało ważne albo już wcześniej znane.

Bicie na alarm – bardzo mocne hasło sugerujące, iż istnieje jakieś niebotyczne zagrożenie a brak szybkiej reakcji doprowadzi co najmniej do wielkiej katastrofy. Bić na alarm mogą naukowcy, lekarze, dietetycy, ogrodnicy a nawet babcie klozetowe. Aż czasem trudno mi sobie wyobrazić te rozmaite grupy zawodowe jak stoją przy dzwonach i z szaleństwem w oczach biją na alarm, jakby nadciągał wielki oddział Tatarów. Bić na alarm można także do wojny poprzez rozsyłanie wici. Ogólnie, hasło po którym można spodziewać się nawoływania do szybciej ewakuacji.

14 mar 2015

O nurcie fekalizmu jako odpowiedzi na opresyjność systemu


"Gdy wszyscy pisali: „Z ust do ust leci / Imię, co jak słońce nam świeci / Imię, co słońcem się zaczyna / Imię Towarzysza Stalina” lub „W krainie socjalizmu nikt się nie martwi / oto jest linia naszej partii”, Egon Bondy pisał tak: „Z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał”. Potem krytycy określili to jako sposób manifestacyjnego oderwania się od kultury oficjalnej, naznaczonej konformizmem.”
Fekalizm eliminuje przemiany rewolucyjne i rozwój oraz własność środków produkcji, skupia się zaś na rozwoju stosunków międzyludzkich, które można zilustrować fekalistycznym obrotem srania. I tak epokę monarchii charakteryzowano jako stan, gdy jeden srał na wszystkich, jednak rewolucja przyniosła zmianę: teraz wszyscy srali na jednego. Aż doszło do stanu współczesnego, kiedy wszyscy srają na wszystko.
Po zwycięstwie socjalizmu na czarnym horyzoncie spotykają się dwie ostatnie żyjące ludzkie istoty. Jedna z nich zwraca się do drugiej z prośbą: „Nie pożyczyłbyś mi gówna, żebym mógł się wysrać”."

Komunizmu nigdy nie zbudowano (ponoć istniał realny socjalizm), a w epoce wciąż nieposkromionego kapitalizmu (czy można go naprawdę oswoić?) tezy nurtu fekalizmu zdają się wciąż być aktualne. „Optymistyczny światopogląd partii rządzącej” o którym wspomina Szczygieł, także dzisiaj, choć inaczej, daje się we znaki. Dzisiaj obywatel ma jednak więcej możliwości stawiania okoniem wobec tego nieskrępowanego optymizmu widzianego szczególnie w okolicach kampanii wyborczych. 

A gdy już nic nie będzie mógł zrobić, ani inaczej zaprotestować, może przypomnieć sobie dwie z trzech podstawowych tez fekalizmu.

"Primo: wszystko jest gówno warte, ergo secundo: na wszystko się mogę wysrać."

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s.19-20


25 lut 2015

"Ida" a sprawa polska

   
   Dopiero, gdy film Pawła Pawlikowskiego został nominowany do Oscara i zaczął zgarniać nagrody na całym świecie, ludzie nad Wisłą sobie o nim przypomnieli a niektórzy, dopiero dowiedzieli. Nie wiem jakie są to proporcje, ale fala hejtu dopiero właśnie teraz osiągnęła stan kulminacyjny. Na Onecie widniał wielki nagłówek - "cała Polska pęka z dumy". Część z dumy a część z oburzenia.

Część widzów, jeszcze przed obejrzeniem nastawiła się negatywnie, po tym co usłyszeli od osób, które filmu także nie widziały, ale też tylko słyszały albo, które widziały, ale i tak wiedziały, jaki on będzie. Brzmi bezsensownie?


 Ten czarno-biały, skromny, wyprodukowany stosunkowo niewielkimi środkami film w momencie, gdy pojawił się w dystrybucji nie wywołał ułamka tego wszystkiego, co było udziałem "Pokłosia". Może dlatego, że "Pokłosie" od początku budziło kontrowersje, było powrotem Pasikowskiego a uznani reżyserzy wypowiadali się o nim zazwyczaj w ciepłych słowach, choć z uwagami. "Idę" to ominęło, no bo jak się ekscytować bezkolorową poetycką (czyli pewnie nudną i niezrozumiałą) wizją jakiegoś reżysera, co większość życia spędził w Anglii?

21 lut 2015

Oscary 2015 - moje wrażenia

    W tegorocznej rozgrywce zmierzą się trzy filmy bardzo dobre lub dobre a reszta jest niezła lub przyzwoita. Szaleństwa nie ma. Z nominowanego zestawu nie widziałem jedynie Selmy, ale z tego co można wyczytać lub usłyszeć, film nie jest faworytem do nagrody. Chociaż Martin Luter King dla Amerykanów to poważna i poważana postać. A zatem:

Photo credit: Dave_B_ / Foter / CC BY

 

Najlepszy film:

 

Birdman

 

   

Najlepszy tegoroczny obraz. To jest film o dojrzałym facecie dla dojrzałych ludzi. Mroczny, neurotyczny, na pozytywnym ADHD, ogląda się go bez cienia znudzenia. Postacie są dynamiczne, prawdziwe, kanciaste i nie ma w nich miejsca na nadmierne tłumienie emocji, które wydalane są w sposób kontrolowany. 

 

Film został tak zmontowany, że sprawia wrażenie master shota, ciągłego ruchu i nieustannej walki o osiągnięcie celu. Keaton gra w dużej mierze samego siebie i jest w tym bardzo przekonujący. Stary aktor, który kiedyś odtwarzał superbohatera chce pokazać wszystkim, że jednak coś potrafi. Otoczenie chce mu udowodnić, że nie ma racji i aby dał sobie spokój. Na drugim planie szaleje Norton, produkuje się Emma Stone. To lubię.

3 lut 2015

Skąd się bierze amerykańskie - How are you?

"Przy kontuarze stoi uśmiechnięty pracownik biblioteki, który wita mnie tradycyjnym amerykańskim How are you? (...). Już mam odpowiedzieć: "Eeee, stara bieda", ale nie bardzo mogę sobie przypomnieć, jak się po angielsku mówi "stara bieda". Wypalam więc jak typowy Amerykanin: "Świetnie! Dziękuje". Wtedy uświadamiam sobie, że tym sposobem pośrednio oświadczyłem: "Jestem zbawiony. Czeka mnie życie wieczne". Gdy chwilę później wychodzę z biblioteki z książkami za pazuchą, mam wrażenie, że jestem bardziej wyprostowany, moja głowa jest odrobinę wyżej podniesiona, idę pewniejszym krokiem. I na pewno nie miałbym na twarzy tego pogodnego uśmiechu, gdybym chwilę wcześniej zamiast ogłosić światu, że jestem zbawiony, odpowiedział: "Stara bieda", co by oznaczało, że Bóg mnie porzucił, jestem przeklęty i będę się smażył w piekle, w którym nawet nie zainstalowali klimatyzacji". 

Marek Wałkuski, Wałkowanie Ameryki, Helion 2012, s.126


Źródło: imagesbuddy.com

          "Chęć na zbawienie", że tak to ujmę, wynika z kalwińskiej teorii predestynacji zgodnie z którą, Bóg z góry określa, kto zostanie zbawiony a kto potępiony. Człowiek swoim życiem nie może tego zmienić, niemniej, poprzez ciężka pracę, bogacenie się, uczciwe i moralne życie, pokazuje innym, że Bóg właśnie jego przeznaczył (choć nie ma tu przecież pewności) do zbawienia.
Zatem, jeśli się dorobiłeś i masz pozytywny stosunek do świata, oznacza to, że Bóg cię kocha.


A kto nie chciałby być wybrańcem?

28 maj 2014

Pan Posłuszny i pomniki historii


      Pan Posłuszny słuchał ostatnio rozmowy w telewizji czy aby pomniki radzieckie należy zostawiać w miastach czy jednak demontować lub przenosić na cmentarze wojskowe. Sprawa wybuchła w związku z problemami pomnikowymi generała Czerniachowskiego, który tępił AK-owców oraz monumentem „Czterech śpiących”. Znany i lubiany polityk Ryszard Kalisz przekonywał, że należy zostawić, gdyż to część historii. I Pan Posłuszny się zdziwił dlaczego politykowi temu zabrakło pokładów tolerancji i równości a nade wszystko, konsekwencji. Dlaczego jedni stanowią część historii i pomnik mogą sobie mieć a o innych zapominamy? Dlaczego prawo do pomnika ma dotyczyć tylko historii zeszłego wieku? Pan Posłuszny chciałby zatem wiedzieć pomnik Anonimowego Tatara, który wraz z ziomkami najechał w XIII wieku Polskę zostawiając pożogę i wyludnione miejscowości. Na uwagę i rozpatrzenie zasługiwałby także pomnik Karola Gustawa – króla Szwecji – przyniósł na Potop, zniszczone miasta i zamki oraz początek upadku. On także miał duży wkład w naszą historię i stanowi jej nierozłączną część. Nie można także zapominać o carach, którzy mienili się być również królami polskimi – to już nawet nie część, a solidny kawał historii. A czy także feldmarszałek von Hindenburg, co pobił Rosjan w dwóch bitwach I wojny światowej, nie zasługuje na pomnik w rodzinnym Poznaniu? 

Nie można się przecież wypierać historii. Pan Posłuszny mógłby mnożyć przykłady, ale szybko go to znużyło. Po co się pastwić nad człowiekiem (politykiem), który aby być zgodnym z linią partyjną największe głupoty powie. Bo przecież każdy rozsądny człowiek wie, że historię poznaje się poprzez książki, filmy, dokumenty a nie figury stojące na cokołach. Na cokołach wcale nie stawia się „części historii” ale osoby zasłużone, godne zapamiętania, wielkich artystów, wodzów i mężów stanów, którzy są symbolami niepodległości. Oczywiście, są też pomniki ziemniaka, chrząszcza, wiernego psa itp. itd. Pan Posłuszny słuchał jednak rozmowy na temat historii, czyli sprawy poważnej, bez której na pomnik możemy wstawić nawet Sicińskiego. On też stanowi część naszej historii – jak lepiej zerwać sejm niż się dogadać.

11 mar 2014

Rosja i nacjonalizm



      Ostatnie wydarzenia na Krymie pozwalają dostrzec pewną tendencję w zachowaniu władz rosyjskich. Od czasu zwycięstwa Rewolucji Październikowej władza ludowa oskarżała wszystkich o nacjonalizm Wszyscy Biali stali się nacjonalistami, nacjonalistyczna była świeżo odrodzona Polska a radzieccy agenci w poczytanych zachodnich pismach zadbali o to, aby tamtejsza opinia publiczna wołała „Ręce precz od Rosji”. W okresie międzywojennym z gruntu nacjonalistyczne (a potem także faszystowskie) były wszystkie kraje – zarówno demokratyczne, autorytarne, jak i stricte faszystowskie. Jeden worek z nacjonalistami (czyli wrogami nowego ładu) pozwalał zewrzeć szeregi i stworzyć poczucie „oblężonej twierdzy”. Wszyscy wokół chcieli przecież obalić władzę czerwonych. W czasie wojny nacjonalistycznie usposobione były Narodowe Siły Zbrojne (co akurat było prawdą), ale potem również Armia Krajowa otrzymała łatkę „karłów reakcji” i nacjonalistów. Powstała Chińska Republika Ludowa również nie ustrzegła się, zdaniem starszego brata, nacjonalizmu w swojej polityce. W Polsce o odchylenie „prawicowo – nacjonalistyczne” został oskarżony Gomułka. W Bułgarii córka Todora Żiwkowa, Ludmiła została oskarżona przez władze kremlowskie o nacjonalizm. Tymczasem chciała, przy pomocy ojca, wyprowadzić z kraju duże środki finansowe pod przykrywką fundacji kulturalnej, która miała dbać o promocję Bułgarii za granicą. Ludmiła odeszła przedwcześnie, jej sekcja została przeprowadzona po cichu i po kryjomu a grób oblano grubą warstwą betonu. Nacjonalistą był Josip Broz – Tito, bo nie ugiął się przed wolą Stalina i wypiął na blok wschodni. 
 
Źródło: polskieradio.pl

      Oskarżenie o nacjonalizm zdawało się być najwyższym stopniem dezaprobaty ze strony Związku Radzieckiego. Wydawałoby się, że czasy się zmieniły, zmienili się ludzie, obyczaje i sposoby prowadzenia polityki. Nie zmieniła się jednak mentalność. Nie tak dawno prasa rosyjska (jakże bliska Putinowi) alarmowała, że w Polsce narasta (zgadnijmy co?) – oczywiście, nacjonalizm. Brzmi to dość zaskakująco, gdy przypomnimy sobie, iż w Rosji dominuje partia prorządowa o nazwie „Jedna Rosja”. Żadna nacjonalistyczna partia na świecie nie powstydziłaby się takiego szyldu. Gdy kijowski Majdan odniósł zwycięstwo a Janukowycz uciekł tam, gdzie się każdy go spodziewał , Rosja po raz kolejny nawiązała do wieloletniej tradycji. Dowiedzieliśmy się, że Majdan był w całości tworem banderowców – nacjonalistów (bo też po prawdzie pojawiały się tam emblematy OUN i UPA), co pozwala automatycznie Rosji wysłać swoich wojaków na ukraiński Krym, ale zadbać o bezpieczeństwo rosyjskiej większości. Wiadomo bowiem, że nacjonalizm szybko się rozprzestrzenia a Rosjanie nie powinni się z tym stykać. Chodzi oczywiście o obcy nacjonalizm o nie o własny, swojski, ojczyźniany i jakże potrzebny dla kraju, który przestał być mocarstwem imperialnym, ale jeszcze by chciał. 
        O ile USA bardzo chętnie prowadzają na całym świecie demokrację (jeśli tylko mają w tym kraju interes), o tyle Rosja bardzo chętnie zwalcza nacjonalizm (jeśli tylko ma w tym kraju interes). Słuszne zatem jest twierdzenie, że USA są światowym policjantem, ale Rosja jest zatem światowym milicjantem. Kończąc jednak warto dodać w pełni serio. Smutnym faktem jest to, że pomimo, iż ZSRR zakończył swój żywot już ponad 20 lat temu, to język i retoryka rosyjskiej władzy nie zmieniła się tak bardzo. Specjalnie nie napisałem, że chodzi konkretnie o Putina, gdyż problem nie dotyczy tylko jednej osoby. O ile Niemcy przeszły do II wojnie światowej denazyfikację to Rosja nigdy nie zaliczyła dekomunizacji. Teraz świat zaczyna coraz wyraźniej odczuwać tego skutki.