Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

29 cze 2016

wczasowisko



plaża ma urok psa i swąd uroczysk, merda trzciną
na warującej czaszce jeziora. czynne słońce naciera
osłupiałą wodę, w pojedynkę: na zaschnięty ogień

białe ciałka podlotków, bezładne dla seryjnych wędkarzy
na molo czekają pociągów, w głąb. młokosy z wrzosowisk
egzekwują przerzuty z głębi pola: między antyciała lampucer,

czerwone łebki superjednostek, lafiryndy w zwrotniku raka,
starowinki wymoszczone w grajdołach. niewydarzeni na przyczółku

do nieistnienia, jak bryza na ścianie ośrodka wypoczynkowego
niedoczynni, na tarczy, upału. staję się tam bywalcem, zapuszczonym
tubylcem: rylcem na piasku. blisko od wody, blisko odludzi

dog days are over, dog days are over

(lewą ręką ciemności jest światło
w prawej trzyma trzcinkę)





16 maj 2016

Trzy wiersze Pawła Kobylewskiego


Paweł Kobylewski – urodzony w 1984 roku w Bielsku-Białej, w Cygańskim Lesie. Ukończył pedagogikę oraz filozofię na Uniwersytecie Śląskim. Jest laureatem kilkunastu konkursów literackich i turniejów jednego wiersza o zasiągu lokalnym i ogólnopolskim w tym m.in.: TJW im. S. Horaka (2011,2015), OKP im. R.M. Rilkego (2001), OKP im. R. Wojaczka (2-14), OKP Struna Orficka im. W.Bąka (2014), OKP im. M.Kajki (2014), Połów. Poetyckie Debiuty 2014-2015. Jego wiersze były drukowane m.in. w „Ślasku” i „Toposie”. Jest współautorem i redaktorem bloga literackiego JONASZ.



na tropie mistrza

mieszkaliśmy wówczas przy bazarze i wiedzieliśmy dobrze
co znaczy made In China było tego na tony rożnokolorowe
wachlarze zegarki parasolki to był nasz złoty wiek

gdy pojawił się w deszczu okryty brezentową płachtą wydawało
się nam że śnimy wyruszyliśmy za nim w popękanych łodziach
wiosłując pałeczkami powiedziałaś wtedy zrób chociaż zdjęcie tęczy

oczy wszystkich zwrócone były w stronę kamer to tam ponoć
widziano go po raz ostatni jak chodził po niebie gołymi stopami
krople potu zaprowadziły nas gdzieś indziej nad opuszczone stadiony

szliśmy wzdłuż wyblakłych linii po wysokiej do kolan murawie ostrożnie
mówiłaś chcę mieć jego koszulkę kiedy weszliśmy do szatni nie było już
nikogo tylko jakiś bezpański pies włóczył się bez celu

14 kwi 2016

Trzy wiersze Marcina Jurzysty

Marcin Jurzysta -  ur. 1983, Poeta, doktor literaturoznawstwa, krytyk literacki. Debiutował w toruńskim „Undergruncie”. Laureat m.in. Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Rafala Wojaczka w Mikołowie i Międzynarodowego Konkursu „OFF Magazine” w Londynie. Wydał książkę poetycką "ciuciubabka" (Biblioteka Arterii, Łódź 2011)




***

przez szyby połyskiwały fale. spojrzałem.

kolejne dwadzieścia tysięcy
mil podmiejskiej żeglugi

neony jak pijane żółtawe latarki
zwisające niedbale z rybich łbów

światło połknięte przez morze
morze w jeszcze większym morzu

kobieta mijająca go w deszczu
by zgrabnie ominąć chwilę

podniosła i zatrzymała nad nim
parasol i przez moment się poczuł

jak topielec na samym dnie
z wodą na skórze w oczach i w ustach

nad którym przepływa właśnie
wielka czarna miłosierna meduza

22 mar 2016

konwersja


nasze dalekie dzieci narysowane węglem na niebie?
Robert Lowell – Syrenie dzieci

kobiety o głowach jak zaostrzone ołówki, cieniują rysy
w depresji nieba. śmierć ciaśniejszą sukienką odkreśla
ciała, prześwituje łańcuszkiem wędrującym do ust i dalej
szkwał w trzewiach a głosy z bezdroży dopadają pięt

kobiety o biodrach jak czasze spadochronów
otwierają się przed ziemią, znaczą miejsca zrzutu:
krzyżykiem, kółkiem, szpadlem. las – nożownik rzuca
cieniem. raz za razem. wybrzuszane, oddają synów. synonimy




12 mar 2016

Trzy wiersze Klary Nowakowskiej


Klara Nowakowska  




wybieg

Oddział dziecięcy; w słońcu podskakujące
lśniące głowy, piłki.

Przychodzę specjalnie, żeby bujać
dzieciaki: przybliżać słońcu blade
twarze przez chwilę,

zanim surowa pielęgniarka
zabierze je na odpoczynek.

6 mar 2016

przebiśnieg


wyłania się chłopiec. przez załom w murze, rozchylone listki
podgląda miejsca złych chłopców, wiosennych zbrodni

gdy zelżało stężenie pośmiertne a życie skurczone
jak przecięta gąsienica, wraca do formy
pierwotnej. wyłaniasz się nieśmiały

niemądry chłopcze. ciało pęka i pęcznieje,
kapie miodem. wygrzeb ten słodki popiół

źli chłopcy plują przez zęby na strumień,
grzebią zeszłoroczną ziemię, wychodzą na ludzi
rozcierasz ich ślady, rozgrzewasz dłonie
wypuszczasz z nich wróbla

twoja wiosna się dokonała
wewnątrz wiruje las 


24 lut 2016

Memoryzacja poezji

Niedawno na Facebooku pewien znajomy opublikował znany już (poniekąd słynny) „bardzo krótki wiersz o frustracji” Piotra Mosonia – „już/kurwa/brak mi/słów”. Także tym razem króciutki tekst pojawił się bez autora i po raz kolejny pospieszyłem z pomocą. Jedna osoba zapytała nawet „Szymborska?”, co skłoniło mnie dodatkowo do napisania tego tekstu.



Takie są fakty, drodzy odbiorcy poezji. Polska poezja współczesna dla zwykłego człowieka (bo nie wspomnę już mitycznego „czytelnika poezji”) to: Szymborska, Miłosz, Herbert i ks. Twardowski. Szymborska i Miłosz, bo Nobel, Herbert, bo każdy zna ze szkoły Pana Cogito, a ks. Twardowski, bo nieśmiertelna już fraza „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Zatem, jeśli ktoś, gdzieś znajdzie jakiś „fajny” wiersz (a na czym polega „fajność”, zaraz wyjaśnię) bez autora, przypisze go automatycznie (na mocy własnej wiedzy) jednemu z czterech twórców. Jeżeli będzie uszczypliwie, z humorem i dystansem – na pewno Szymborska. Nawiasem mówiąc, w tekście Piotra Mosonia pojawia się ostre słowo na K, o które Wisławę Szymborską trudno oskarżyć. To jednak nie przeszkodziło, aby „bardzo krótki wiersz o frustracji” zaliczyć w poczet jej dzieł. Jednak co chyba najśmieszniejsze, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę „krótki wiersz o frustracji autor”, aby już w drugim wyniku otrzymać nazwisko autora wraz z tytułem tomiku. Ale po co się tak męczyć.

15 lut 2016

chowany


dziewczyny pochłaniają arbuzy, kruche
półksiężyce. miąższ obłapia wargi, skóry
rzucają za siebie, jak omen. może jedna

zawaha się, dłużej niż życie
owada, szukającego przetrwania

chłopcy pod nosem. tłuką kamieniami
w ścieżkę. ich serca biją ponad ciałami,
w ciałach nieoświetlone przylądki. puszczają
próbne balony nad prakontynentem

potem przywierają obustronnie do pozycji,
które jeszcze do nich nie należą
wypluwają pestki i płuca
palą ogniska buntu

spalone gary



10 lut 2016

Trzy wiersze Krzysztofa Tomanka


***
świat zaczynał się kiedyś na trawniku
przed domem.
bezwiednie mijaliśmy się na jego progu
patrząc sobie w twarz,
i nie musiałem
w zapalczywości,
a może raczej w trwodze
paść się
każdym
trafionym
słowem
o tobie.

jest miejsce spotkań w moich ustach
na kształt celnego wyrazu ciebie.
jest nieużyte, puste.
czasowo dane piersiom twym w dzierżawę.


30 sty 2016

znak dymny


chłopcy gryzą trawę, dziewczyny żują źdźbła
kogucik czy kurka? padł już gol kontaktowy
lotny bramkarz chce zagrać w jedno podanie

dziewczyny pilnikami ostrzą substytuty biżuterii
gryzą papierówki. chłopcy żują gumy, zdejmują koszulki
ponad ich marzeniami jest nieskończona wątpliwość

***

chcę was tylko wtedy, gdy macie siedemnaście lat
robię wam zdjęcia i pozwalam odejść. dam znać
w didaskaliach nadaję imiona, szablonowe opisy

śmiejcie się nad ciszą, wytykajcie wiek nieśmiertelności
mając dwadzieścia jeden, zyskujecie przytomność

piłka balansuje na linii końcowej, schodzi ciśnienie
szczerząc białe zęby, wytacza się mit

przechodzą kolejno. do rzeczy


22 sty 2016

ta sama historia


kokardy we włosach jak małe sztandary, czerwone
na jasnych główkach. ciała jak korpusy,
osłaniające rosnące pogranicza

współczuję filigranowym strachom, chochlikom
uwięzionym w słoikach. wzruszane podmuchami
precyzyjnych matek, unoszą się skinieniem

adnotacje do sukienek, glosy do zachowań

***

płonęły ogniska. pijane dziewczyny w wyplamionych
sukniach ślubnych stukały w szybę, po której toczyła się moja
nieprzytomna głowa, zabierz mnie – szeptały.

chciałbym objąć je jak wartę – co najgorsze i najlepsze
zasklepiam pierwsze dna. nieprzytomna głowa
spada. w palcach tlą się białe kokardy



Cytat kursywą: Jerzy Pilch – Wszystkie historie [w] Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści, Świat Książki, s.78-79

11 sty 2016

Trzy wiersze Grzegorza Kielara

Grzegorz Kielar – urodził się i mieszka w Tarnowskich Górach. W odległej przeszłości pracował jako nauczyciel. Jest laureatem kilku Turniejów Jednego Wiersza. Jego teksty były prezentowane w krakowskim i katowickich radiu, weszły również do antologii „Czy w tym mieście mieszka poeta”. Wydany w 2011 roku tomik „I chyba lepiej tak” jest jego debiutem książkowym. W czerwcu 2012 roku zdobył główną nagrodę na XVIII Konfrontacjach Literackich w Głogowie.



chłopiec z zapałkami

przyszedł późną nocą
miał smukłą szyję
i sekretny pejzaż w oczach
nie zadawał pytań nie oczekiwał
odpowiedzi nachylił się tylko
i powiedział
zanim poskładasz w kostkę sny
o karuzeli z pegazami albo diabelskim młynie
zanim schowasz je do pudełka po ptasim mleczku
wyciągnij jedną zapałkę

a nuż się nie uda

15 gru 2015

postrzyżyny


zmarli nie mieszkają za rzeką, a po drugiej stronie
jeziora porośniętego sitowiem. nie trzeba przekraczać,
wystarczy obejść, wydeptać ścieżkę w wysokiej trawie

jak daleko możesz się posunąć? do brzegu
miał już tak blisko. nigdy go nie odnaleziono
do trumny włożyli ulubioną zabawkę:
pożądałem jej i bałem się o ślady

ta woda nie wyrzuca ciał, one stają się wodą
kiedyś wyjdzie na pole, zniknie druga strona.
czy takie będzie zmartwychwstanie? następni
zbiorą plon mieszczący się w dłoni, coś
niepodlegającego przekładom

dziś myślę o tym z dystansu, coś myśli o mnie z bliska
patrzy w tył głowy, jakby chciało dotknąć włosów
tamtych mokrych ściętych włosów


wiersz pochodzi z tomiku „przekazy podprogowe”, Będzin 2013


22 lis 2015

Trzy wiersze Pawła Lekszyckiego

H2O św.

W Krakowie południe. Plaster słońca na wieży świątyni
skwierczy jak przypiekane prosię. Złote pręgierze
gorącego powietrza impregnują wczorajsze kałuże
w tłuste plamy na ulicach miasta.

Jest parno. Resztki kebaba z chili rozłażą się
w palcach. Zatapiam się w chłód portali
Bazyliki św. Trójcy. Po stronie zachodniej
ciekawa polichromia Jezusa ukrzyżowanego.

Usta mam spieczone. W kącikach warg
pikantne ślady po chili. Chór rozbrzmiewa
psalmem. Zanurzam język we wklęsłość kropielnicy.
Woda święcona ma smak sprite`a z pobliskiej kawiarni.



27 paź 2015

miejsce urodzeń, miejsce straceń – marzec 91



nigdy nie rosła tam trawa, wczesną wiosną
piromani omijali to miejsce jak leprozorium.
spalono tu miejscowe czarownice. teraz
strzępy ich włosów jawią się babim latem

oglądaliśmy rosnące mury kościoła, obłoki
świętych przenikające przez rusztowania,
zastygające w biblijnych pozach. komunia
z paluszków i oranżady, spowiedź ze słabości,

najbliższych wstydliwych. zaczynałaś wierzyć
gdy ja przestawałem. kołysząc się na wysokim
krawężniku jak na równoważni, planowałaś
nas z benedyktyńską precyzją. byłaś nadzieją

klubu pływackiego: żabkarką z niespotykaną pojemnością
płuc i wiecznie obolałymi stawami. nie usłyszałem o tobie

nastoletni piromani podpalili zrujnowany kiosk
gdzie przebierałaś w kolorowych gumkach do włosów
ich strzępy jawią mi się babim latem


Pagórek rozważań

1 paź 2015

odległa paralela – czerwiec 89



Shiny happy people holding hands

plakat propagandowy na Placu Tiananmen

czyja złotówka bliżej dołka na zadeptanej ziemi?
sprawa nie warta linijki pamiętnika, nie pamiętam
warta żywego języka, emocji pokonujących głód,

monety płaszczone kołami wagonów z węglem,
zbyt lekkie, aby służyć za przyciski do papieru.
wyprawa na daleki wiadukt czyniła bohaterami

może wtedy chińska dziewczynka na urodziny
jadła podwójną porcję ryżu, bardziej ciesząc się życiem,
choć nie była chłopcem. miała wystarczająco małe stopy,
aby służyć za wzór, a wzorce są najważniejsze

nad placem zaprowadzano niebiański spokój. dzień
rumienił policzki, w ustach królował posmak wedlowskich
czekoladek po dniu dziecka. ona nie otwierała szerzej oczu,

jeszcze nie mówiła. moczyliśmy wtedy kije nad stawem,
widziałem lustro, nie widząc toni. była na wyciągnięcie głosu


wiersz z tomu „przekazy podprogowe”, Będzin, 2013




Niestety, tylko tyle pozostało po rzeczonym stawie, w którym „moczyliśmy kije” (wpływ mogły też mieć niedawne upały) a w czasie weekendu pojawiali się wędkarze i próbowali złapać karasia. Kiedyś z kolegami, wskutek lekkomyślności, doprowadziliśmy do wypalenia z jednej jego strony całej trawy. Na szczęście, las się nie zajął…

Ostatni raz byłem tam około 1991/1992 roku. Sam staw, o czym dowiedziałem się stosunkowo niedawno, był pozostałością po szybie wodnym kopalni „Wańczyków”, która działała na tym terenie w latach 1838-1865 i 1901-1925. Wcześniej od XVI wieku działał tutaj duży folwark należący do mieszczan będzińskich, zagarnięty bezprawnie przez Stanisława Mieroszewskiego – pana Zagórza i ostatniego starostę będzińskiego.



Później na zrobach zamkniętej kopalni zasadzono las a staw prawdopodobnie został zasypany dopiero kilka lub góra, kilkanaście lat temu. Taka opcja jest bardziej prawdopodobna niż „działanie sił przyrody”, gdyż bardzo blisko znajdują się ogródki działkowe a staw, jak wiadomo, latem może „generować” chmary komarów.

Staw był ważnym elementem „świata dzieciństwa” i jego mitologii. Tym samym jezioro pojawiające się w wierszach „stypa” i „postrzyżyny” bierze swój początek właśnie od tego leśnego akwenu.