14 mar 2015

O nurcie fekalizmu jako odpowiedzi na opresyjność systemu


"Gdy wszyscy pisali: „Z ust do ust leci / Imię, co jak słońce nam świeci / Imię, co słońcem się zaczyna / Imię Towarzysza Stalina” lub „W krainie socjalizmu nikt się nie martwi / oto jest linia naszej partii”, Egon Bondy pisał tak: „Z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał”. Potem krytycy określili to jako sposób manifestacyjnego oderwania się od kultury oficjalnej, naznaczonej konformizmem.”
Fekalizm eliminuje przemiany rewolucyjne i rozwój oraz własność środków produkcji, skupia się zaś na rozwoju stosunków międzyludzkich, które można zilustrować fekalistycznym obrotem srania. I tak epokę monarchii charakteryzowano jako stan, gdy jeden srał na wszystkich, jednak rewolucja przyniosła zmianę: teraz wszyscy srali na jednego. Aż doszło do stanu współczesnego, kiedy wszyscy srają na wszystko.
Po zwycięstwie socjalizmu na czarnym horyzoncie spotykają się dwie ostatnie żyjące ludzkie istoty. Jedna z nich zwraca się do drugiej z prośbą: „Nie pożyczyłbyś mi gówna, żebym mógł się wysrać”."

Komunizmu nigdy nie zbudowano (ponoć istniał realny socjalizm), a w epoce wciąż nieposkromionego kapitalizmu (czy można go naprawdę oswoić?) tezy nurtu fekalizmu zdają się wciąż być aktualne. „Optymistyczny światopogląd partii rządzącej” o którym wspomina Szczygieł, także dzisiaj, choć inaczej, daje się we znaki. Dzisiaj obywatel ma jednak więcej możliwości stawiania okoniem wobec tego nieskrępowanego optymizmu widzianego szczególnie w okolicach kampanii wyborczych. 

A gdy już nic nie będzie mógł zrobić, ani inaczej zaprotestować, może przypomnieć sobie dwie z trzech podstawowych tez fekalizmu.

"Primo: wszystko jest gówno warte, ergo secundo: na wszystko się mogę wysrać."

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s.19-20


12 mar 2015

Krótko pisząc: Morfina

Człowiek w przejściu 

 

O kim jest "Morfina" Szczepana Twardocha można łatwo sprawdzić w streszczeniach, ale zrozumieć można dopiero po lekturze. Konstanty Willemann to postać z poważnym problemem tożsamościowym, który zagłusza hulszczym życiem i morfiną. Pełnokrwisty Niemiec poprzez swoją szaloną matkę zostaje wychowany na Polaka, ale swoją polskość musi ciągle potwierdzać i nawet służba w czasie wojny nie jest dla niego wybawienie a dopiero początkiem. Autor napisał powieść pełną smrodu, zaduchu, brzydoty i problemów dalekich dla współczesnego człowieka w kwiecie wieku. Wojna stawia go przed wyborem - jestem Polakiem i ponoszę tego konsekwencje albo staje się Niemcem z wiedeńskim akcentem. Matka, który uczyniła zeń Polaka sama przechodzi na stronę zwycięzcy a ojciec oddaje mu swój budzący strach mundur wojskowego żandarma.

10 mar 2015

Krótko pisząc: Obywatel

Piszczyk do potęgi i kwadratu 


Jerzy Stuhr po raz kolejny mocuje się z polską rzeczywistością i po raz kolejny balansuje na granicy oczywistości i dosadności. Tytułowy Jan Bratek, podobnie jak Jan Piszczyk, chce płynąć z prądem i zyskać jak najwięcej dla siebie, ale wrodzony oportunizm ciągle wyrzuca go na brzeg. Bratek nie jest złym człowiekiem, ale jedyne co robi szczerze i z sercem to roznoszenie mleka, miłość do matki i śpiewanie przebojów Tercetu Egzotycznego. On sam jednak nie jest niczym egzotycznym w kraju nad Wisłą, gdzie umiejętność odpowiedniego ustawienia się (czasem dzięki przypadkowi) jest cechą wskazaną a nawet niezbędną. Także w relacjach z kobietami wychodzi Bratkowi nieszczególnie - jedna ubeczka, druga nawrócona zakonnica a trzecia (jedyna miłość) to Żydówka, która musiała po 68 roku wyjechać do Izraela. Stuhr skacze przez epoki wyśmiewając antysemityzm, opozycję solidarnościową, partię, księży i media.


Trzeba zatem przyznać, że film nie jest jednostronną wizją lewicową lub prawicową a raczej wyobrażeniem polskiego piekiełka, gdzie łatwo zarobić łatkę, narazić się albo wygrać los na loterii. Rolę młodego Bratka pozytywnie przerysowuje Maciej Stuhr, czyniąc zeń postać groteskową i karykaturalną, co z kolei kłóci się z podanymi czasem wprost rozwiązaniami scenariuszowymi.

Bratek na fali historii traci kolejne listki, jak traci się złudzenia i nadzieje a zyskuje rozczarowania. "Obywatel" to film o ludziach, jakich wielu, ale równie dobrze mogłoby ich wcale nie być, tak jak obywatel PRL był jedynie przedmiotem a nie podmiotem polityki. Nie wiem czy Bratka da się lubić, bo to człowiek bez właściwości, meduza, która na tle ogromu morza jest bezbarwna, ale wciąż może parzyć. Z drugiej strony, wydaje mi się niemal niemożliwym, aby ująć losy jednostki w długiej i zmiennej historii w niecałe 2 godziny.

Plusy: dobra gra Macieja Stuhra, satyra na wszystkie opcje

Minusy: czasem zbyt dosadne dialogi, grubo szyte czarno-białe zakończenie


9 mar 2015

Wszechświat jest rybą - recenzja "Deklinacji" Janiny Barbary Sokołowskiej



„Deklinacja” Janiny Barbary Sokołowskiej jest odmienianiem rzeczywistości, zarówno w sensie gramatycznym (przez przypadki i liczby) jak i odmianą symboliczną, zakotwiczoną w świecie wewnętrznym. Świat ten tworzą zdobyte przez autorkę doświadczenia odmieniane przez znane przypadki. Wiersze przywodzą na myśl jakby osobisty rozrachunek z losem. Każdy mógłby napisać antologię własnego życia, lecz o ostatecznym kształcie tomu decydują nie tylko przeżycia, ale też odniesienia kulturowe i metafizyczne. Należy też wspomnieć, że podtytuł „wiersze dawne i nowe”, oznacza teksty dotąd niepublikowane.

Deklinacji ulega znaczna część języka i świata, co ma swoje odzwierciedlenie w tomie i stanowi o jego spójności. Marian Kisiel w posłowie zaznacza, że są to wiersze „krystalicznie czyste, pisane pauzami. Czytane niespiesznie – wbrew czasowi (…), trybowi, który nas niepokoi lub narzuca określoną formę (…)”.  Czytelnik otrzymuje zatem zbiór napisany jakby na przekór tymczasowym okolicznościom, modom i ulotnym stanom. 

2 mar 2015

Krótko pisząc: Wałkowanie Ameryki

Co z tą Ameryką?


Marek Wałkuski - korespondent polskiego radia przedstawia sumiennie kraj w którym przyszło mu żyć i pracować. Jest to państwo niezwykle różnorodne - między rolniczymi i konserwatywnymi stanami a liberalnymi i bogatymi stanami zachodniego i wschodniego wybrzeża różnica bywa oszałamiająca. Nawet Waszyngton, w którym zamieszkał autor, podzielony jest pomiędzy dwa stany i Dystrykt Kolumbii a w każdym w nich obowiązuje odmienne prawo lokalne (w jednym wolno rozmawiać przez komórkę a w innym nie wolno palić w aucie). Bardzo zróżnicowany jest poziom szkolnictwa a bogatsi Amerykanie już od dawna mieszkają na przedmieściach, wskutek czego, samochód (a nawet dwa i więcej) jest czymś tak naturalnym, jak u nas rower na wsi. Wałkuski podaje dużą ilość danych statystycznych, które mogą nieco nużyć, ale wskazują też jak Ameryka się zmienia i jak duże są dysproporcje w wielu dziedzinach życia.