18 maj 2014
17 maj 2014
Stolik szachowy majstra Sztwiertni
„Czekać, na chwilę czekać. Pod koniec sierpnia majster Sztwiertnia pojawił się z gotowym cudem pod pachą. Postawił go ostrożnie na naszym wyłożonym polnymi kamieniami podwórzu i jął odwijać z licznych warstw „Trybuny Robotniczej”. Zdejmowanie kolejnych zasłon powinno być jak obnażanie ciała, jak striptiz, a nie było. To znaczy z jednej strony było czymś więcej, z drugiej czymś mniej. Więcej: bo pieczołowitość, z jaką Sztwiertnia zdejmował kolejne płachty „Trybuny Robotniczej”, była jakąś nadpieczołowitością i nadczułością; z taką skrajną delikatnością nie rozbiera się kobiety, z tak skrajną delikatnością nie rozbiera się nawet bomby atomowej. Mniej: bo powolność ruchów majstra brała się i z tego, że był na niezłym gazie – sensacja sama w sobie – Sztwiertnia nie pił prawie wcale.
Wreszcie niepojęta architektura stała się widoczna, wreszcie rozpostarł się przed nami widok na katedrę w puszczy, na posąg wydobyty z bagien, na fresk odsłonięty spod warstw rzymskich tynków i wolno zbliżaliśmy się ku jego krzywiznom, symetriom i blaskom, i nie było wiadomo, co mówić, bo takie piękna i takiej bezinteresowności nikt z nas dotąd nie znał. I nikt nie wiedział, ze coś takiego istnieje, że w ogóle może istnieć. Nawet kobiety miały zachwyt w oczach, bo czuło się, że bez pomocy Bożej takiej rzeczy nie da się powołać do istnienia. A potem zaczęliśmy dotykać, sprawdzać, wsuwać i wysuwać szufladę, liczyć pola; badać, jaki szachownica ma pod kątem połysk. I coraz sumienniej oglądaliśmy arcydzieło majstra Sztwiertni, coraz uważniej śledziliśmy załomy, uskoki i perspektywy, i potem już przestaliśmy udawać, że oglądamy dla piękna konstrukcji, dla barwy, dla gry świateł. Coraz niecierpliwiej i całkiem otwarcie i – tak jest – bezwstydnie badaliśmy centymetr po centymetrze w poszukiwaniu pieczęci miłosnej, która na przedmiocie tak perwersyjnym – nieskończenie perwersyjna być musiała. Wysuwaliśmy szufladę i przepatrywaliśmy dno i spód szuflady, i wnękę na szufladę, zaglądaliśmy pod blat i wszędzie. I nigdzie nic nie było, i spozieraliśmy z niepewnością na majstra, który stał opodal i palił extra mocne, spoglądaliśmy w nadziei, ze coś nam podpowie, wskaże trop wiodący do miniatury erotycznej, która być może trzeba będzie przez szkło powiększające studiować, ale warte zachodu będą to studia, majster wszakże nic nie mówił, palił, zachciewał się lekko, dochodził do siebie, a jak doszedł i jak dopalił, pokręcił przecząco głową i powiedział: - Niczego tam nie; ten stolik to jest dymanie samo w sobie.”
Jerzy Pilch, Sobowtór zięcia Tołstoja [ w ] Moje pierwsze
samobójstwo i dziewięć innych opowieści, Świat Książki, Warszawa 2006 r, s. 111-112
12 maj 2014
30 kwi 2014
Zapomniane polskie seriale cz.I
W czasach gdy najlepsze seriale często przewyższają
popularnością, pomysłowością, tematyką i scenariuszami produkcje filmowe warto
przypomnieć sobie nieco (a czasem nawet bardziej) zapomniane polskie seriale.
Każdy kto posiada sentymentalną nutkę chętnie powróci do lat 80., gdy
produkowano u nas seriale „tematyczne”, często historyczne, miast plastikowych
seriali „o życiu” z cyklu – kto z kim,
po co i dlaczego. Sitcomy i polskie wersje zagranicznych hitów sprzed lat
zdominowały obecnie polską przestrzeń serialową. Jedna z nielicznych chyba prób
- „Naznaczony” TVN, nie spotkał z aprobatą szerokiego widza, gdyż wychodził
także poza schemat do którego widz został przyzwyczajony.
Tymczasem producent z otwartą głową i głęboką kieszenią mógłby pokusić się o porządny serial historyczny, mniejsze środki ale ciekawy pomysł wystarczyłby na zrealizowanie serialu dotyczącego aktualnych kwestii społecznych. Czekając zatem na polski serial z rozmachem, na miarę naszych możliwości, przypomnę trzy seriale zrealizowane w latach 80. W każdym z nich widać niedostatki finansowe kryzysu tamtych lat. Niemniej, ich stosunkowo mała popularność mogła być związana z rozwojem rynku video i rzuceniem się wygłodzonych widzów na wszystko co zagraniczne i amerykańskie. Te seriale jednak mają swój klimat oraz specyfikę i dlatego postaram się je trochę przypomnieć.
Crimen
Subskrybuj:
Posty (Atom)


